wtorek, 16 września 2014

Pauza.

Zawieszam na jakis czas bloga. Za dużo mnie kosztuje czytanie tych negatywnych komentarzy.
Możliwe ze pożegnam sie z nim na stałe. Muszę to przemyśleć.
Pozdrawiam,
A.

sobota, 6 września 2014

Drogi Anonimie!

Kochany Anonimie. Mam dość wszechobecnej krytyki ze strony osób, które nie mają tyle odwagi, aby przyznać się do swojej tożsamości... Niby nie powinnam się nimi przejmować, ale jestem osobą wrażliwą, która jest podatna na opinię innych osób, nawet tych które nie znam. Dlatego pozdrawiam Cię środkowym palcem! Nie dlatego, że krytykujesz i wyśmiewasz moje postanowienia, ale dlatego, że jesteś takim TCHÓRZEM że nie potrafisz powiedzieć kim jesteś. 

Mam dość ciągłej krytyki z każdej strony. Czasem mam wrażenie, że niektórzy po prostu zazdroszczą mi mojej miłości. Nie związku, ale  Miłości tak silnej, że jestem w stanie pokonać wszelkie przeciwności. Życzę każdemu, aby kiedyś kochał tak mocno, aby mógł wybaczyć ... nawet zdradę. I nie okazuję w ten sposób swojej NAIWNOŚCI, ale umiejętność wybaczania. Nie zapomnienia, ale WYBACZANIA. Wiem, że dla niektórych to słowo jest obce.

Kiedyś przeczytałam takie słowa wypowiedziane przez starszą osobę: "Wnuczku, kiedyś to, co się popsuło próbowało się naprawić, a teraz od razu zamienia się na nowe". Ja próbuję, ja się staram, a nie wyrzucam do śmietnika i szukam lepszego modelu.

Od dzisiaj weryfikuję wszystkie komentarze, które będą zamieszczane na moim blogu. Jeżeli ktoś się nie podpisze przynajmniej mailem, nie będę ich publikować. Nie dlatego, że krytykują moją osobę, ale nie mam ochoty tolerować chamstwa i braku jakiejkolwiek empatii. 

Pozdrawiam serdecznie osoby, które mają na tyle odwagi że potrafią się podpisać pod swoją wypowiedzią.

środa, 3 września 2014

#comeback!

Witajcie, kochani. Wróciłam wczoraj z wakacji. Było .... cudownie. Tego się spodziewałam. Wakacje najlepsze na jakich było mi nade być. Grecka wyspa to wspaniałe miejsce, zarówno do odpoczynku jak i szaleństw. Poniżej wrzucę parę zdjęć, aby lepiej zobrazować miejsce mojego 8dniowego pobytu. Moje stosunki z T. poprawiły się diametralnie. Wiem, że w okresie wakacyjnym, gdzie człowiek nie ma zmartwień, problemów życia codziennego oraz ciągle odpoczywa, nie trudno o zdrowe relacje. Jednak czuję (mam nadzieję, OGROMNĄ nadzieję), że wreszcie się dotarliśmy i zrozumieliśmy jak bardzo do tej pory się raniliśmy.
Usłyszałam od T. : "Kocham Cię. Czy Ci się to podoba czy nie. Nic tego nie zmieni, bo jesteś kobietą mojego życia. Wiem, że zawaliłem pod każdym względem, ale wiedz, że nie wyobrażam sobie chociaż jednego dnia, abyś należała do kogoś innego...". Popłakałam się. Wiecie, że jestem wrażliwa i ogólnie potrafię beczeć nawet na reklamie oliwki dla dzieci... Ale w tej chwili, jednym momencie, zrozumiałam jaki ten człowiek jest dla mnie ważny. Ważniejszy od każdego innego.
Nie zapomniałam tego, co mi zrobił, ale wiem, że nie jest złym człowiekiem... Tylko ten alkohol potrafi zaburzyć mu racjonalne myślenie.... Wszystko przez %.... Szatański wynalazek!

Dieta. Nie była zadowalająca. Pozwalałam sobie na wiele, bo inni patrzyli mi na talerz. Dziewczyny, które spotkałyśmy w Rodos powiedziały, że jem jak ptaszek... Dla mnie było to dużo za dużo.
Niestety, w jednym dniu kiedy chciałam szybko oczyścić swój żołądek z ciastka, które zjadłam na lunch.... nie domknęłam drzwi od toalety i nie słyszałam kiedy T. wszedł do pokoju... Zobaczył mnie w takim stanie. Stanie pobulimicznego obrzydlistwa. Miałam szklane oczy od łez. Prosiłam, żeby nie dzwonił do mamy. Niestety, popatrzył się na mnie i wykręcił numer. Powiedział jej, że wymiotuje po jedzeniu i ogólnie prawie nic nie chce przełknąć. Rozpętało się piekło. Mama płakała, ja też. To nie było dobre popołudnie :( ....

Gdy wróciłam wczoraj mama powiedziała, że będę jeść przy niej posiłki. Wszystkie. I tak dzisiaj jadłam z nią śniadanie (kromkę chleba z twarożkiem) i obiad (zupę), a z ojcem będę musiała zjeść kolację. Nie wróży to nic dobrego.
Na szczęście, październik za pasem. Znów będę wolna. Nigdy nie przytyję. Choćby nie wiem, co.

Mój widok z balkonu wieczorem

przyhotelowy basen za dnia

miejscowość Lindos (Rodos)

Miejscowość Lindos (Rodos)

Centrum Faliraki (Rodos)

Dziękuję T. za cudowne chwile. Wiem, że i tak tego nie przeczytasz, ale dziękuję.....

niedziela, 24 sierpnia 2014

#Rhodes

Wreszcie jutro wyjazd na upragnione wakacje. Jest lepiej niż we czwartek z racji tego, że dopadła mnie grypa żołądkowa i po prostu musiałam ograniczyć jedzenie do minimum. Wczoraj, dla przykładu, zjadłam/wypiłam tylko koktajl jagodowy domowej roboty, bez cukru.
Brzuch nie jest płaski, ale na pewno jest lepiej niż ostatnio. Przyznam się, ze we czwartek dosłownie przeżyłam załamanie nerwowe... Jak dzisiaj przeczytałam ten post wcześniejszy to sama się przeraziłam, ile w nim było nienawiści do samej siebie.
Mimo wszystko do psychologa wrócić nie planuję. Wiem, ze może to jest najgorsza rzecz jaką zrobię, może na wakacjach przemyśle to wszystko i podejmę lepszą decyzję.

Nie chcę przytyć. A wiem, że i dietetyk i psycholog na pewno kazaliby mi jeść więcej, kaloryczniej i na pewno .... zdrowiej. Zdrowie = dodatkowe kilogramy. To nie dla mnie.

Przez tydzień mnie nie będzie na Internecie, dlatego serdecznie Was pozdrawiam i żegnam na te siedem dni!

Trzymajcie się chudo i pamiętajcie: NO PAIN, NO GAIN!

xoxo,
A.

środa, 20 sierpnia 2014

#pomocy!

Przez ostatni czas starałam się wrócić na dobrą drogę. Jadłam regularnie, dość zdrowo. Mój psycholog powiedział, że nie powinnam patrzeć w lustro przez jakiś okres czasu. Słuchałam się go i omijałam je szeroki łukiem. Byłam szczęśliwsza mogąc "zapomnieć" o perfekcji.
Dzisiaj przymierzyłam strój kąpielowy, który dostałam od rodziców z wakacji. Popłakałam się. Mój brzuch wygląda jak wielki balon. Tak walczyłam o niego przez parę dobrych miesięcy...
I co? Psycholog mi pomógł? Jestem szczęśliwa bez bulimii? NIE! Jest źle, tragicznie i sama nie wiem, czy w ogóle pokaże się w tym stroju ludziom. W czy w ogóle pokaże się na plaży. Teraz siedzę przed lustrem i płaczę. Moje starania legły w gruzach. Jestem spasioną świnią.
Nigdy więcej nie pójdę już do psychologa. Zniszczył mój wysiłek. Od teraz do poniedziałku nie jem chleba, ziemniaków, makaronów, ani niczego co ma dużo kalorii. Muszę przez cztery dni dojść do płaskiego brzucha nawet jeżeli miałabym nie jeść w ogóle nic.
Te wakacje kosztowały mnie niesamowicie dużo. Zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Dlaczego z Nim jadę? Bo go kocham i chcę dać nam szansę. Wiem, że to głupota z mojej strony, ale czuję że robię dobrze. On bardzo żałuje, zmienił się. Zaufam mu ostatni raz. Jeżeli jeszcze raz mnie zawiedzie na jakiejkolwiek płaszczyźnie, odchodzę.
Teraz chcę odpocząć na wakacjach, zrelaksować się i zapomnieć o ostatnich kilku miesiącach. Były koszmarne. Wymioty, waga, jedzenie, ćwiczenia, płacz, depresja... Te słowa gościły w mojej głowie najczęsciej.

Muszę wytrzeć łzy, przestać jeść i wrócić na DOBRĄ drogę. Ale dobrą dla mnie, a nie dla mojego otoczenia, które chce żebym była "zdrowa". Nie będę. Gruba= chora. Chuda = zdrowa. To moja decyzja. Klamka zapadła.

Żegnaj, Pani Psycholog. Pa pa............

Ps. Napiszę w niedziele wieczorem jak wygląda stan mojego brzucha.  Błagam, trzymajcie kciuki żebym była z siebie zadowolona.


piątek, 8 sierpnia 2014

#diagnoza

Witajcie. Poszłam z moją "anemią" do lekarza. Dostałam koszyk lekarstw i skierowanie do psychologa. Dlaczego? Bo zbyt schudłam według Pani Doktor. Poszłam więc jak Grzeczna A. do psychologa. Pierwszy raz w życiu. Zwykła rozmowa. Konsultacje.
Pani Psycholog rozmawiała ze mną o mojej diecie, o zaburzeniach, o przeszłości. Całość trwała godzinę, a mi wydaję się jakbym siedziała tam sto lat. Powiedziałam jej wszystko, co siedziało na "żołądku". Diagnoza nie została jeszcze postawiona w stu procentach, ale podejrzenie anoreksji bulimicznej vs. samej bulimii.

1) Anoreksja bulimiczna - czyli mało jesz, ale zdarza Ci się napad, obżerasz się i przez wyrzuty sumienia wszystko zwracasz.
2) Bulimia - chyba nie muszę tłumaczyć.

 <3 

Następna wizyta była w tamten poniedziałek. Muszę opowiadać o tym, dlaczego się odchudzam, co powoduje że się głodzę, dlaczego nienawidzę siebie i chcę się zniszczyć. Nie wiem, czy to cokolwiek pomaga.
Dlaczego zdecydowałam się na ten krok? Bo widzę jak moja mama cierpi. Wyjechali teraz na wakacje, na dwa tygodnie zostawili mnie samą. To straszne. Obżeram się i wymiotuje na zmianę. Sama nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Dodatkowo dochodzą jeszcze ćwiczenia, które są gwoździem do trumny, bo mnie mam na nie po prostu siły!
Sama nie wiem kiedy zachorowałam. Może już pięć lat temu, kiedy postanowiłam się odchudzać? Może dzisiaj? Może wczoraj? Kiedy?!
Boję się tych co tygodniowych spotkań z Panią Psycholog. Boję się usłyszeć diagnozy: BULIMICZKA! To zostanie mi na całe życie. Anorektyczka czy bulimiczka nigdy nie wyleczy się ze swojego uzależnienia, podobnie jak alkoholik.
Moja mama nie wie o wizytach u psychologa. Nie chce jej dobijać. Od pewnego czasu zaczęłam się rzucać na jedzenie. Wcześniej wolałam głodówki. Teraz czuję do siebie wstręt. Gdy nikt mnie nie kontroluje, "nie stoi nade mną" to zaczyna robić się naprawdę niebezpieczne.
Jeszcze ta cała sytuacja z T. dobiła mnie totalnie. I chyba to w znacznej mierze wpłynęło na pogorszenie mojego stanu zdrowia i panowania nad jedzeniem.

xoxo. 

wtorek, 29 lipca 2014

#trafiłaSUKAnaSUKĘ

Witajcie. Ostatnie 4 dni były koszmarem. Koszmarem na jawie. Uwierzcie, że tak źle nie było jeszcze nigdy.
Jednak dość tego. Muszę się podnieść i przestać grzebać łapkami w mule. MUSZĘ!
Niech życie toczy się za mnie. Nie wiem jak cała sytuacja się rozwiąże. Pozwolę, aby przeznaczenie zagrało tutaj główną rolę. Co ma być, to będzie.
Zapytacie się pewnie dlateczego mam jeszcze wątpliwości czy powinnam wybaczyć? Bo jak mam być szczera, sama jestem/byłam niezłą suką. Możecie mnie teraz skarcić, przestać odwiedzać mojego bloga, wykląć mnie z grona waszych wirtualnych znajomych. Ale muszę to powiedzieć.
Jakieś dwa lata temu spotkałam jednego faceta. Zapomniałam się. I przez jakiś tydzień grzeszyłam. Świadomie. BEZ ALKOHOLU. Dałam ponieść się emocjom, mając mężczyznę. Wiem, ze to złe... Wiem, że powinnam się wstydzić.. Wstydzę się tego, jak nigdy niczego. Ale rozumiałam , że to było obrzydliwe i przyznałam się do wszystkiego. Zostało mi to przebaczone.
Czy więc ja równiez nie powinnam przebaczyć, mając na uwadze fakt, że T. był mocno pijany? I do "niczego" więcej "oprócz" pocałunku i tańca nie doszło?
Wiem, że nikt nie przeżyje życia za mnie i sama muszę odpowiedzieć sobie na to pytanie. Czy będę w stanie znów zaufać? I zapomnieć? Albo przynajmniej WYBACZYĆ?

Grecja zbliża się wielkimi krokami i muszę podjąć decyzję, czy warto spróbować jeszcze raz, czy odpuścić i nigdy więcej już Go nie widzieć? Fuck. Fuck!

Wiem jedno. KONIEC ŁEZ i użalania się nad sobą! KONIEC!

Ps. Co prawda nie ważę 52 kg (a obiecałam że dopiero wtedy napiszę), ale ten blog jest jedynym miejscem, w którym mogę napisać wszystko.

PS2. I love you....

sobota, 26 lipca 2014

#knockout od życia

Osoba, której ufałam najbardziej na świecie, której oddałam całe swoje serce, którą pokochałam bezgranicznie, zraniła mnie. Zdradziła. Zostałam pierwszy raz zdradzona. Dowiedziałam się dzisiaj w nocy, tylko dzięki przypadkowi (i czujności moich koleżanek). Widziały go w klubie z inną.
Teraz nie mam już siły. Nie mam siły walczyć z bulimią i złamanym sercem jednocześnie.
Poddaje się. Życie mnie znokautowało.

Pamiętaj: Jeżeli zranisz kogoś raz, licz się z tym, że uderzy to w Ciebie ze zdwojoną siłą. 
Oberwałam rykoszetem.

Nie jestem już z T. Nie będę już z nikim. Wywieszam białą flagę i poddaję się.

Dlaczego mnie zdradził? Proste. Kto chciałby być z taką grubą krową? Może mieć szczupłą, ładną dziewczynę, to ma. Ale ja mu pokażę. Pokażę, że będę piękna. Najpiękniejsza. Ale wtedy już nie jego.

Na razie straciłam nadzieję na lepsze jutro. Nie ma wyjazdu do Grecji. Nie ma uśmiechu. Nie ma życia.

Zawieszam bloga, do odwołania. Dopóki nie będę ważyć 52 kg. Za karę - głodówka. Najdłuższa, do końca......

PS. I love you. 

środa, 23 lipca 2014

#aaaanemia

Moje przypuszczenia się sprawdziły. Anemia. Wszystko poniżej normy, oprócz cholesterolu! Tak, cholesterolu! Był w normie, ale i tak był WYSOKI, bo aż 176.... Nie wiem jakim cudem, przecież nie jem mięsa, i dużo ćwiczę. Skąd ten tłuszcz? Dzisiaj byłam u lekarza i już wiem. Mój organizm uporczywie nadal broni się przed nie-jedzeniem i magazynuje tłuszcz.
Bezczelna świnia, na siłę chce mnie upaść. Ale nieeee, ja się nie poddam tak łatwo. Za równy miesiąc jadę na pierwsze wakacje z T. i mam zamiar wyglądać tam świetnie!
Dostałam tonę lekarstw od mojej Pani Doktor, która oznajmiła, że muszę zacząć jeść. Zważyła mnie i zmierzyła. Ostatnia waga jaka widniała w mojej kartotece to 65 kg (164 cm) kiedy byłam w szpitalu ... w 2008 roku. Dzisiaj ujrzałam 53 kilogramy, przy tym samym wzroście. Zapisała magiczne cyferki i oznajmiła kolejny raz, że muszę zacząć jeść. Fiziumiziu. o.O
Nic nie muszę. 

Miałam wrzucić tutaj swoje badania, ale uznałam że to bez sensu. I tak pewnie nic nie zrozumiecie z tej medycznej gadaniny. Skrócę to w paru słowach: Jest źle. Mam nadzieję, że po wzięciu tych magicznych tabletek od Pani Doktor, poprawi mi się i anemia zniknie. Bo inaczej.... Pani powiedziała, że powinnam porozmawiać z psychologiem, gdy poprosiłam ją o tabletki na obniżenie cholesterolu. Chyba będę musiała zmienić lekarza ;) Według mnie cholesterol jest za wysoki, a ona mówi, że powinnam martwić się anemią, a nie głupotami. Zlekceważyła mnie. Nie spodobało mi się to. Ale tabletki zjem. Może to coś da. Dostałam kwas foliowy i witaminę b6. I coś tam jeszcze...

A co u mnie? Czytam dużo książek. Ostatnio pokochałam literaturę Carlosa Zafona czyli "Cień wiatru" i "Grę Anioła". Do trzeciej części jeszcze nie udało mi się dostać, bo jest wypożyczona z biblioteki. Idealna lektura na nudne, wakacyjne dni. Cieszę się, że mam na tyle czasu, że mogę robić wreszcie to, co mi się podoba.
A co najważniejsze. Byłam na rozmowach wstępnych na studia - na pracę socjalną i na pedagogikę. I co? Nie taki UJot straszny. Było całkiem sympatycznie. W piątek będzie ogłoszenie wyników. Na prace socjalną dostałam się na pewno, bo to się czuję. Ale z pedagogiką może być gorzej, bo połowa kandydatów mówi "pa pa!". Jest 40 miejsc na moją specjalizację, a chętnych jest 80 osób. Zobaczymy w piątek. :)

Dzisiejsza aktywność: 40 minut na rowerze (-430 kalorii) - miał być rest day.

Wczorajsza aktywność: 5 min rozgrzewka, 10 minut "boczki" z Tiffani, 15 minut Zuzka Light- Cardio (masakra!), Mel b abs 8 minut, rozciąganie 6 minut + 1godzinny spacer z przyjaciółką.

Poniedziałkowa aktywność: rozgrzewka 5 minut, exercises for buns 8 minut, butt legs and chest 10 minut, fat burning cardio 9 minut, ab strength workout 10 minut, Mel b CARDIO 15 minut, rozciąganie.

środa, 16 lipca 2014

#badania

Dobry wieczór, kochani. Jutro wybieram się na badania krwi. Będę również sikać do kubeczka. Skąd nagła zmiana i wizyta u lekarza? Ostatnimi czasy strasznie słabo się czuję. Kręci mi się w głowie, czasami brakuje mi tchu. Muszę się przebadać i określić jakie "zniszczenia" dokonały się w moim organizmie. 
Trochę się tym denerwuję, bo nie badałam się od trzech lat. I od trzech lat jestem wegetarianką. To też pewnie jakoś wpływa na jakość moich badań. 
Nie odzywam się zbyt często, bo nic nie dzieje się, co byłoby godne Waszej uwagi. Uczę się do egzaminów wstępnych, które będą już w poniedziałek/wtorek (jeszcze konkretnie nie wiem). Materiały jest dużo, bo aplikuję na inny kierunek niż dotychczas studiowałam - teraz będzie to pedagogika społeczno-opiekuńcza, jeżeli w ogóle się dostanę. 
W wolnych chwilach ćwiczę, około 1,5 godziny dziennie. Jem mało, jak zwykle. I to się nie zmieni. Moja mama mnie straszy, że lekarze zmuszą mnie do jedzenia mięsa. Oj nie. Wolę zastrzyki. Nikt bez mojej zgody nie może przymusić mnie do jedzenia. Szczególnie zwierząt. 
Staram się też codziennie gotować rodzicom obiad, bo poprzez kontakt z jedzeniem, przestaję być głodna. Wystarczy że je wącham, dotykam i "jem" oczami. Wiadomo, że mogłabym jeść jeszcze mniej, ale najpierw zrobię te badania. 
Z moim T. widuję się sporadycznie. On wracając z pracy po nocce, jest wykończony i nawet nie ma siły jechać do mnie. Po popołudniówkach wraca dopiero o 22 także też się nie spotykamy, a na rano chodzi bardzo rzadko. Uroki szefowania na kopalni. Nie wyobrażam sobie, aby mój mąż spędzał noce w pracy :( Ale ktoś musi pracować, aby ktoś mógł się "opierdzielać". ;)
Mam straszne wahania nastrojów. Potrafię śmiać się i płakać jednocześnie. Nie wiem, czy to przez tabletki anty- czy przez niedobory magnezu. Czy od braku wystarczającej ilości jedzenia?
Nie wiem, nie wiem, nie wiem...

Dzisiejsza aktywność:
Rozgrzewka 5min,
Booty z Tiffani 11 min,
Waist Slimming Pilates 4 min,
Metabolic Booster Workout 11 minut,
Ab power Workout 4 10 minut,
30 min (25+5, bo zaciął mi się komputer) FOCUS t25 - cardio
+ rozciąganie 

Dzisiejszy bilans:
bułka pełnoziarnista z białym serem i rzodkiewką [około 200 kalorii]
2 wafle ryżowe [80 kalorii]
4 pierogi ruskie bez tłuszczu [około 250 kalorii]
2 wafle ryżowe z twarożkiem, pomidor i rzodkiewka [100 kalorii]
Razem:  około 600-630. Za dużo, za dużo, za dużoo....... ;(


sobota, 12 lipca 2014

#workout

Witajcie po raz kolejny! Mój T. zamówił wakacje na 25 sierpnia, bo wtedy akurat ma wolne. Jedziemy do Grecji, na Rodos ;) Z jednej strony nie mogę się już doczekać wyjazdu gdzieś daleko, ale jak pomyślę, że prawie cały dzień będę musiała paradować w stroju kąpielowym to aż mi się odechciewa.
Dlatego, został ponad miesiąc, aby wypracować sonie naprawdę fajną sylwetkę (a jak nie fajną to przynajmniej do zaakceptowania). Nie chcę zespuć sobie wakacji moimi chorymi myślami...

Trochę nas to będzie kosztować (w zasadzie jego, bo ja nie jestem w stanie zbyt dużo się dołożyć), ale mam nadzieję, że spędzimy niezapomniane chwile. Rodos słynie z pięknych widoków i szalonego życia nocnego, co mi bardzo odpowiada, bo uwielbiam tańczyć!
Następny miesiąc spędze na ciężkich workout'ach aby być siebie zadowolona. Dlatego fajnie, że rozpoczęłam ten program Focus t25. Może on wreszcie pozbawi mnie tych obrzydliwych "boczków" i spasionego brzucha? Przynajmniej trochę, proszę!

Dzisiejsza aktywność: 
- "boczki" z Tiffani 11 minut,
- xhit - thigh Exercises for losing fat 13 minut,
- xhit - ab workout 12 minut,
- Mel b ABS - 9 minut,
- Mel b Pośladki - 11 minut,
- FOCUS t25 - total body circuit - 25 minut,
- rozciąganie.

Pozdrawiam Was gorąco!

środa, 9 lipca 2014

Wyciągnij rękę do drugiego człowieka

Moja blogowa koleżanka M. zapytała mnie czy kierunek (PRACA SOCJALNA), który skończyłam jest fajny i czy go polecam. Kierunek jest ciekawy, rozwija empatię na drugiego człowieka i uwrażliwia nas na codzienność. Czy go polecam? 

Jest dla ludzi, którzy mają silną wolę. Mam silną wolę.
Jest dla osób, które zostaną wyrzucone przez drzwi, a wejdą oknem. Wejdę oknem. 
Jest dla ludzi, którzy nie dadzą sobie wejść na głowę. Daję sobie wejść na głowę. 
Można pomóc innym. Pomagam. 

Polecam ten kierunek, nie dlatego, że będziesz po nim zarabiać kokosy i co roku jeździć na wakacje, na Dominikanę. Ale dlatego, że pomożesz człowiekowi, sprawisz że na jego twarzy pojawi się uśmiech. Nie będziesz prowadzić go za rękę, ale wskażesz mu odpowiednią drogę. Będziesz czyimś aniołem stróżem, który będzie go pilnował i okrzyczy w momentach zwątpienia. 
Pracownik socjalny to piękny zawód, szkoda tylko że nie ma na niego pieniędzy z rządu. Są pieniądze na ekstremalnie wysokie emerytury górników, na diety poselskie, na nowe autostrady. Nie ma pieniędzy jednak dla ludzi. Tych normalnych, żyjących poniżej średniej krajowej. Nie ma pieniędzy... 

 ------

Rozczuliłam się. A teraz rzeczywistość. Widziałam się wczoraj z moimi przyjaciółkami. Dostałam od nich na urodziny hantelki do ćwiczeń :) Dzisiaj wykorzystałam je po raz pierwszy w treningu. Zdecydowałam się również na nowy program treningowy FOCUS T25. Jest z tym samym facetem, co słynne Insanity. Jednak polega trochę na czymś innym, bo podzielony jest na trzy etapy: alfa, beta, gamma. Alfa trwa miesiąc i jest najlżejsza, bo człowiek pracuje wówczas tylko na swojej masie ciała. Dzisiaj zrobiłam pierwszy trening. Chociaż trwa tylko 25 minut - dosłownie lało się ze mnie.
Co do diety to trzymam się. Staram się jeść zdrowo. Walczę. Z kim? Chyba z lustrem.

Posiłek: 
- śniadanie: kromka chleba pełnoziarnistego z białym serem, 
- obiad: miska zupy jarzynowej bez śmietany i bez ziemniaków, 
- podwieczorek: 150g jogurtu naturalnego Zott, 
- kolacja po treningu: 2 wafle ryżowe suche, jajecznica z jednego jajka z cebulą.

Trening:
Rower 30 minut, 
Mel B trening całego ciała - 20 minut
1 dzień FOCUS T25 - CARDIO - 25 minut,
Mel B ćwiczenia na brzuch - 11 minut,
Ćwiczenia na brzuch z Natalią Gacką - 14 minut,
Rozciąganie z Mel B - 6 minut.

czwartek, 3 lipca 2014

Dyplom

Witajcie. Obroniłam się na 5.0 także od 1 lipca jestem dyplomowanym pracownikiem socjalnym. Oczywiście bez pracy ;) Ale to szczegół. Ważne, że mam wreszcie zawód który mi odpowiada i przynajmniej mam coś więcej niż liceum i maturę. Jestem z siebie dumna, przynajmniej pod tym względem. 

Jeżeli chodzi o dietę to jest jak najbardziej OK, tylko efektów brak. Może powinnam kupić sobie okulary? Może jestem ślepa? Może to wszystko moja psychika płata mi figle? Nie wiem. Zastanawiam się nad wizytą u psychologa, bo sama nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Moja mama na szczęście na widzi problemu, bo umiejętnie się z tym ukrywam. Liczę każdą kalorię, nie ma jednego posiłku, abym nie zjadła go z wyrzutami sumienia. Od czterech lat .... Właśnie mija cztery lata, odkąd katuję się dietami. Najpierw był Dukan, przy którym nie jadłam prawie nic i moje -20 kg. Wtedy się zaczęło. I do tej pory trwam w tym wszystkim. Czy jeszcze kiedykolwiek będzie normalnie? Gdybym wiedziała, że robiąc jeden krok tak zniszczę swoje życie, poważnie bym się nad tym zastanowiła. Dlatego odradzam wszystkim, którzy chcą się wzorować na moim życiu. Przeklinam Was i odradzam. Nie ma w tym nic dobrego, oprócz kalkulatora kalorii w głowie, wyrzutów sumienia i łez nad wagą. 

Również ćwiczę. Regularnie. Intensywnie. I ciągle widocznie zbyt mało. Wakacje, więc mam dużo czasu na walkę. Ciekawe czy w ogóle dotrwam do października. Fizycznie może i tak, bo mam SPORE zasoby tłuszczu do spalenia, ale psychicznie? I don't think so.

Wczorajsza aktywność: 7 minute workout ab (xhit daily), KILLER z Chodakowską, 520 brzuszków, 250 przysiadów + rozciąganie.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Obrona!

Dzień dobry, kochani. Jutro jadę do Krakowa bronić swojej pracy dyplomowej. Kompletnie nie wiem czego się spodziewać, bo komisję egzaminacyjną mam dość wymagającą. Oczywiście, nie miałam czasu ani ochoty na naukę wcześniej, dlatego zabieram się za to dzisiaj ;) Sama pisałam pracę ponad rok, kosztowała mnie niesamowicie wiele wysiłku, stresu i łez (tak, czasem rzucałam wszystkim i miałam dość). Każda ocena poniżej 4,0 będzie dla mnie porażką. 
Od zawsze pod względem edukacji wymagałam od siebie więcej niż inni. Czerwony pasek od podstawówki, różne wyróżnienia, a nawet darmowe obozy w ramach nagrody za wysiłek poświęcony nauce (byłam na obozie w Niemczech całkowicie za darmo, dwa tygodnie, super wspomnienia, cudowne chwile!). Dlatego i tym razem chcę pokazać na co mnie stać, pięknie się obronić i móc świętować swoje urodziny ;) Tak, obrona jest w dniu moich urodzin. 22 urodzin. 
Pisałam pracę na temat specyfiku stresu kobiecego w kontekście pełnienia w swoim życiu wielu ról społecznych jednocześnie. Powinnam poprzez to nauczyć się radzenia w sytuacjach stresujących. Zobaczymy jutro. 
Pogoda idealna na naukę, bo leje jak z cebra. Od wczoraj jest załamanie pogody. Nawet polubiłam deszcz, jest taki oczyszczający. Chociaż oczywiście wolę te słoneczne i gorące dni. 

Co do diety i treningów. Dieta - OK. Treningi - OK. Wczoraj miałam tzw. "Rest day", czyli odpoczynek na regeneracje mięśni. Dzisiaj jak wstałam to łydki niesamowicie mnie rozbolały, czyli chyba regeneracja trwa. Dodam Wam zdjęcie moich zapisków treningowych, może dla kogoś będzie to motywacja do działania ;) 
Efektów nie widzę, ale przyzwyczaiłam się do tego. Nigdy nie pogłaskam się po głowie i powiem: "Dobra robota!". Efekty widzą inni, ale mnie ich opinia jakoś mało interesuje. T. powiedział że niknę w oczach i chyba będzie musiał porozmawiać z moją mamą. Pieprzenie. Mama ma oczy i wie, że dużo trenuje. Nie wie, że jem tak niewiele. I się nie dowie. 

Pozdrawiam gorąco z deszczowego pokoju. Trzymajcie kciuki, kochani. Przydadzą mi się jutro!


wtorek, 24 czerwca 2014

Walka o siebie!

Dzisiaj czuję, że przekroczyłam swoje granice, jeżeli chodzi o wysiłek fizyczny.
Jednak sprawia to że przynajmniej trochę poprawił mi się humor...

*6 kilometrów / 38 minut biegania (-550 kalorii)
*Xhit Daily - Inner Thing Exercises for Toning (20 minut fajnych ćwiczeń na nogi)
*Mel b pośladki,
*25 minut ABS workout Fitness Blender,
*Mel b ABS,
+ rozciąganie. 


Przynajmniej treningi mi w życiu wychodzą. Poza tym leżę i kwiczę. 

Dobranoc. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Weekendowy odpoczynek

Witajcie, kochani! Nie odzywałam się, bo spontanicznie wyjechałam z T. i jego znajomymi do Zakopanego! Odpoczęłam, nachodziłam się po górach i czuję się bardzo dobrze. 


Wyjechaliśmy we czwartek rano i tego samego dnia już zaliczyliśmy Gubałówkę na nogach! 
W piątek zdecydowaliśmy się na Halę Gąsienicową. Mega wysiłek, ale było warto! 
Endomondo przez te dwa dni pokazało - 1864 kalorie i 12,5 kilometra chodzenia po górach ;)
W sobotę daliśmy sobie największy wycisk, bo weszliśmy na Giewont!! Niestety padła mi bateria w telefonie i Endomondo zdążyło zapisać jedynie 9 km i - 1155 kalorii. Ale wtedy jeszcze nawet nie weszliśmy na szczyt, więc spokojnie mogę to pomnożyć razy dwa. 
W niedzielę był czas na relaks i odpoczynek czyli 4 godziny w Terma Bania i Białce Tatrzańskiej. Musiałam założyć strój kąpielowy ;o i co za tym idzie wstydzić się swojego ciała... Ale starałam się robić dobrą minę do złej gry. Mimo wszystko odpoczęłam niesamowicie, zrelaksowałam i rozluźniłam swoje mięśnie (szczególnie nóg!) i z uśmiechem wróciliśmy do domu. 

Co do diety to oczywiście musiałam pozwolić sobie na trochę więcej niż na co dzień, bo znajomi naciskali. Mówili, że strasznie chudnę i muszę jeść, jeszcze przy takim wysiłku fizycznym. Starałam się wybierać jednak te zdrowe rzeczy typu szaszłyk warzywny albo grillowany ziemniak. Powinnam przez ten wyjazd zjeść trochę mniej, ale ciężko się wykręcić jak ludzie patrzą Ci na ręce. Nie czuję się jednak większa po powrocie, a to uważam za sukces, ponieważ zawsze wracałam z "nadbagażem".

Same widzicie jak aktywnie spędziłam ten długi weekend. Co najważniejsze, spędziłam trochę więcej czasu z T. i wreszcie nadrobiliśmy trochę ten czas, kiedy on jest w pracy a ja w Krakowie. Niestety, czas wrócić do rzeczywistości....
Na 1 lipca mam ustaloną obronę pracy licencjackiej, także przede mną czas nauki i walki o jak najlepszą ocenę na dyplomie. Później będzie rejestracja na studia magisterskie i szukanie jakiegoś lokum na najbliższe dwa lata. Na chwilę obecną muszę pogodzić się, że jeszcze przez dwa lata będę żyć "na walizkach", ale innego wyjścia nie ma. Będę starać się o stypendium na UJ (przechodzę z Pedagogicznego na Jagielloński) i mam nadzieję, że z moją średnią się uda. Wtedy pozwolę sobie na pokój jednoosobowy blisko centrum. 

Przede mną jeszcze egzaminy wstępne na studia także lipiec będzie aktywny pod każdym względem! Ćwiczenia, dieta, i studia!!! A w sierpniu wakacje ! ;)

Dzisiejsza aktywność:  32 kilometry na rowerze (-1100 kalorii), 10 minut abs workout z xhit daily, 10 minut agility drills z xhit daily, 10 minut BRZUCH z Mel B, 11 minut POŚLADKI z Mel B + rozciąganie.

niedziela, 15 czerwca 2014

Centymetrowy progres

Dzisiaj kończy się moje miesięczne wyzwanie z Mel B. Muszę przyznać, że ćwiczenia z nią były przyjemnością i, gdy tylko miałam chwilę i siłę, brałam się za nie z uśmiechem. Niestety, od jutra muszę zwiększyć spalanie, ponieważ moja waga praktycznie stoi w miejscu. Mięśnie się tworzą, które ważą więcej niż tłuszcz, i dlatego dzieje się tak a nie inaczej. 
Muszę znów regularnie biegać i ćwiczyć z Chodakowską. Tylko wtedy osiągnę 52kg w sierpniu! Inaczej dalej będzie 55. W ogóle muszę zainwestować również w nową wagę. Ta stara jest jeszcze na wskazówki i może to ona wprowadza mnie w błąd? Może jeszcze dzisiaj, gdy pojadę do chłopaka, przejdziemy się do sklepu. 

Chciałam pochwalić się Wam moim progresem od 1 maja. Wtedy dokonałam pierwszego pomiaru. Kolejny był 26 maja, a następny dzisiaj. Efekty są. Może nie rewelacyjne, ale ważne że są. To wyjaśnia dlaczego nie chudnę z kilogramów.

Biodra: 90 / 88 / 85 - 5 cm!
Talia: 72 / 69 / 65,5 - 6,5 cm!
Biust: 87 / 85/ 85 - 2 cm!
Udo: 53 / 50 / 49 - 4 cm!
Łydka: 37 / 36 / 36 - 1 cm!

Waga: - 2 kg (1.05 - 57kg; obecnie- 55kg)
Wzrost: 164 cm

To zasługa przede wszystkim Mel B (jeżeli chodzi o brzuch). Dodatkowo, na pewno na plus przyczyniła się moja ostatnia praca, dzięki której spaliłam mnóstwo kalorii. Czasem Chodakowska, czasem Natalia Gacka, czasem bieganie - różnie bywało. 
Ostatnimi czasy nie miałam czasu ani siły na regularne ćwiczenia, dlatego było z nimi na bakier. Mimo wszystko jestem zadowolona chociaż z tych straconych centymetrów, skoro waga stoi w miejscu i się obraziła.

Nie mam jeszcze planów na treningi od poniedziałku. Myślę, żeby robić plany z tygodniowym wyprzedzeniem, bo do tej pory spontanicznie wybierałam ćwiczenia. Na pewno nadal będę ćwiczyć z Mel, bo to świetna trenerka, która naprawdę zna się na rzeczy. Może zaprzyjaźnię się bardziej z Chodakowską? Albo Lewandowską, bo wiem, że ostatnio ostro ze sobą konkurują. 
Przede wszystkim muszę jednak uważać na jedzenie. Jest dobrze i nie mogę tego zepsuć. Nie, nie, nie. Do sierpnia (maksymalnie 17 sierpnia) musi być na wadze 52 kg. Wtedy moje BMI będzie oznaczało niedowagę <3.

Pozdrawiam tych wierzących we mnie jak i tych
"pseudo-kolegów", uważających że przytyłam! Powyżej macie dowód, ze Wasze uwagi są mylne. Centymetr prawdę Ci powie ;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Intensywne dni!

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo intensywny. Pracowałam od rana do wieczora, paliłam się na słońcu i spalałam kalorie chodząc i roznosząc ulotki ;) Poznałam pozytywnych, miłych ludzi, z którymi na pewno będę chciała utrzymywać kontakt.
Niestety, wracając z pracy nie miałam siły nawet podnieść nogi, a co dopiero ćwiczyć... Dlatego dni z "Miesiąc z Mel" daję na szaro, ponieważ aktywność była bardzo duża, spalanie również, ale nie trenowałam stricte z Youtube.com; Nie wiem ile kalorii spaliłam, ale przy takim upale pot lał się ze mnie strumieniami. Również muszę się pochwalić, że cudownie się opaliłam na słońcu.
Jutro egzamin, ostatni na tej uczelni. Później 4 lipca obrona i będę dyplomowanym Pracownikiem Socjalnym! Po egzaminie idziemy oblać sukces na miasto ;) Co prawda, nie nocuję w Krakowie, ale to nie oznacza, ze muszę od razu wracać do domu.
Co do diety, to praktycznie przez cały dzień nic nie jadałam, ale jak wracałam do domu to ciężko było mi się opanować... Dlatego raczej stawiam te dni na "-". Nie przemyślałam tego. Obiecuję, że się poprawie. Nie mogę powiedzieć, że zawalałam, ale mogło być lepiej. Zawsze mogło być lepiej. ;)

Dzisiaj zaczyna się Mundial ;) Oczywiście, będziemy z T. oglądać, bo on bardzo uwielbia piłkę nożną. Kiedyś grał, teraz nie ma już na to czasu.
Planujemy wakacje - może Hiszpania? Może Grecja? W zasadzie to ja jestem za Hiszpanią, a on za Grecją. 50/50. Zobaczymy, która z ofert będzie lepsza.

Pozdrawiam osoby czytające moje zapiski i piszące maile ;) Odpiszę na każdy, gdy tylko się trochę ogarnę i znajdę chwilę.

piątek, 6 czerwca 2014

dodatkowa praca

Załapałam się na dodatkową pracę jako hostessa! Tylko na pięć dni, ale zarabiam aż 9 złotych za godzinę. Otwierają nowy sklep w mojej miejscowości i trzeba go wypromować tzn. rozdawać bony promocyjne, reklamy.
O dziwo, potrzebne były dziewczyny atrakcyjne i szczupłe, wysłałam swoje zdjęcie i oddzwonili. ;o Szok!
Zarobię sobie dodatkowe pieniądze, bo po wydatku na iphone jestem totalnie spłukana. A dodatkowo spalę kalorie, bo jest to chodzenie i rozdawanie przez 7 godzin po całym Centrum!!! ;)

Niestety, z moim T. w ogóle prawie się nie widujemy co negatywnie wpływa na nasze relacje. Wczoraj przepłakałam prawie cały dzień ... On chodzi na popołudniu do pracy i tyle, co porozmawiamy przez telefon. A to nie to samo, bo ja strasznie nie lubię rozmawiać przez to urządzenie ;/ Na szczęście w sobotę spędzimy cały dzień razem, także mam nadzieję, że trochę humor mi się poprawi.

Aktywność fizyczna wczoraj: - (wymiotowałam cały dzień i byłam bardzo osłabiona... Nie mogłam podnieść się nawet z łóżka, także wybaczcie, ale darowałam sobie ćwiczenia....)

wtorek, 3 czerwca 2014

2000 kalorii. Schudnę?

Od jakiegoś miesiąca zapisałam się do grupy na fejsie pt. "Motywujemy się do idealnej sylwetki". Chciałam poczytać co ćwiczą inne dziewczyny, jakie diety stosują, jak radzą sobie z głodem. Zrozumiałam jednak, że chyba zapukałam nie do tych drzwi, co trzeba.
Jeden z postów, które dzisiaj przeczytałam: "Cześć. Słuchajcie, czy mogę jeść popcorn, gdy jestem na diecie? Schudnę czy jest bardzo zły?" .... Gorsze były już tylko odpowiedzi życzliwych koleżanek: "Jasne, popcorn nie jest taki zły, tylko zrób go w domu", "Nie martw się, poćwiczyć i wszystko spalisz", "Spokojnie możesz pozwolić sobie na jedzenie popcornu"....
Nie wiem, czy to ja już jestem w takim stanie, czy dla mnie słowo dieta ma jakieś "przerośnięte" znaczenie? Skoro jestem na diecie jem mało kalorii, tak? Popcorn ma mało kalorii? Świat oszalał?
Może przywiązuję do tego za dużo wagę, ale naprawdę, nie dziwię się że niektóre dziewczyny w ogóle nie chudną skoro uważają, że popcorn na diecie jest dozwolony!!! Zbulwersowało mnie to i zastanawiam się, czy nie wypisać się z tej grupy. Chociaż ćwiczenia, które wklejają są całkiem skuteczne. Przemyślę to jeszcze. Dam im drugą szansę.
Przeglądam Wasze blogi i szukam motywacji do ćwiczeń. Teraz leżę, bo strasznie źle się czuję. Jestem blada i kreci mi się w głowie. Nie cierpię uczucia słabości. Chociaż wewnętrznie jestem gotowa do walki o idealną sylwetkę, ale moje ciało się buntuje. Ja mu dam! Nie ma takiego prawa.

Planuję na dzisiaj: Skalpel Chodakowskiej, Mel B brzuch, ABS i pośladki + jakiś workout na brzuch. Jutro na siłowni są zajęcia latino, przy których można trochę spalić więc chyba się zdecyduję.
***
[Aktualizacja!] - Aktywność: Turbo Spalanie Chodakowskiej (-600 kcal), Mel b brzuch, Mel B pośladki + rozciąganie (więcej nie byłam w stanie, bo strasznie się czuję...)
***
PS. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam w ustach 2000 kalorii. Moje maks na dzień to 600. I czuję się z tym dobrze. Nie chcę niczego zmieniać.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Pokonać własne granice!

Moje wyzwanie dotyczące tzw. "odchudzania" dobiegło końca. Czy ukazało mi coś nowego o czym nie wiedziałam? Raczej nie, jednak motywowało mnie do pisania prawie codziennie nowych postów i analizowania mojego toku myślenia. Wiele osób bulwersował fakt, że tak mało jem. Mało - pojęcie względne. Dlatego zaniechałam dodawania moich bilansów, niech to pozostanie już tylko do mojej wiadomości.
Zakupiłam sobie nową zabawkę - Iphone'a. Sporo mnie to kosztowało, jednak musiałam zainwestować w nowy telefon. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to zainstalowałam sobie ENDOMONDO. Świetna sprawa. Dzisiaj wypróbowałam pierwszy raz i przebiegłam 6 kilometrów (-533 kalorie)! Takie coś niesamowicie motywuje! Mogę też szybciuchno zgrywać nową muzykę do treningów. A propo treningów: Moja mama odczepiła się już od ilości mojego jedzenia. Dała sobie chwilowo spokój. Teraz "na tapecie" jest ilość ćwiczeń. Powiedziała, że przy takim trybie życia, za niedługo wyląduję w szpitalu. Tak, tak... Już pędzę pod kroplówkę ;)
Jadę jutro na uczelnie, rano mam zajęcia. Jedne z ostatnich. Będę tęsknić za tymi ludźmi, których poznałam i takim lajtowym trybem życia - czyt. uczelnia, dom, trening, spanie. Nadchodzi czas usamodzielnienia, tak bardzo upragniony przez nastolatków. Tylko znaleźć pracę - cel na najbliższy czas. Intensywnie jej poszukuję, ale jakoś bez efektów. Ech, lajf is brutal.


Aktywność fizyczna: 41 minut biegania (6.05 km), Mel brzuch, Mel ABS, Mel pośladki, intense abs workout (9 min).

PS. Do końca czerwca planuję przebiec 10 km. Jeszcze nigdy tego nie osiągnęłam, ale wszystko przede mną!!! Będę miała prezent na urodziny.

piątek, 30 maja 2014

Wyzwanie - 24 i 25 dzień - KONIEC!

Twoja definicja piękna

Piękno zachwyca drugiego człowieka i zostaje w naszej głowie na dłużej. Piękna kobieta to ta, która akceptuje samą siebie, kocha swoje ciało, zna własną wartość. Dlatego ja sama nie uważam się za piękną, ponieważ NIE akceptuję siebie, NIE kocham swojego ciała i SŁABO znam własną wartość. Dużo pracy nad moim "pięknem" mnie czeka.

10 prawd o Tobie i aktualna waga

1. Zakochana i zaślepiona.
2. Niespełniona Pani Prawnik, która chce naprawić błędy młodości.
3. Obsesyjna na punkcie własnego wyglądu.
4. Nienawidząca wagi i wszystkiego, co związane z kilogramami (szczególnie tymi powyżej 50)
5. Lubiąca film "Jutro idziemy do kina" i jednego z głównych bohaterów - Antoniego Pawlickiego.
6. Mająca małe grono przyjaciół, jednak ciesząca się z tego!
7. Lubiąca zapominać o "bożym świecie" w Zakopanem, w górach.
8. Kochająca wysiłek fizyczny i SPORT.
9. Chcąca na nowo wykreować własne "Ja".
10. Lubiąca się w nocy uczyć.

Waga: 56 kg.     ----> moja waga chce mnie wykończyć psychicznie i udaje jej się to w 100% :)

Dzisiejsza aktywność: 30 minut biegania na bieżni z pochyleniem 4% (-330 kalorii), 30 minut orbiterka z obciążeniem 8 (-335 kalorii), 100 brzuszków
+ wieczorem: Mel b brzuch, ABS i pośladki.

wtorek, 27 maja 2014

Wyzwanie - 23 dzień

Czy uważasz, ze media wywierają presje na to, aby być chudym?

Tak. Chudość jest wszędzie: w telewizji, w gazetach, w Internecie, na ulicy, w dzień i w nocy, w Święto i dni powszednie. Młode dziewczyny chcą zostawać modelkami, chcą być TOP MODEL, bo to jest modne. Chudość jest w cenie. Szczuplejszym jest w życiu łatwiej, dlatego cały świat dąży do idealnej sylwetki. I nikt nie wmówi mi, że jest inaczej. Osoby otyłe czy nawet pulchne uważane są za niedbałe i niechlujne. To nie jest tylko moje zdanie, a ponad 80% społeczeństwa.
Chude jest lepsze. Każdy to wie.

Dzisiejsza aktywność: "Killer" Chodakowskiej (zabójstwo!), Mel b brzuch, Mel b pośladki, Mel b ABS + rozciąganie z Mel.

Oglądałam cały sezon programu tvn "Project Runway". Wiem, że to wszystko było z góry ustalone, ale nawet polubiłam tych ludzi i te niedziele z modą. W tamtą niedziele się skończył i wygrał Kuba. Liczyłam na Maćka, bo miał takie oryginalne te projekty. Jednak jak mam być szczera to Kuba był profesjonalistą i zasłużył na to zwycięstwo. Śnił mi się :) Lubiłam ten program, bo były śliczne modelki. Takie szczupłe i perfekcyjne. Nigdy taka nie będę i nie byłam. Dzisiaj mama powiedziała mi, że gdybym była wyższa mogłabym zostać fotomodelką, bo jestem śliczna. Nie wiem, po co mama mnie pociesza. Wiem jaka jest prawda. 
Jutro śmigam do Krakowa to nie będę w stanie wykonać "Miesiąca z Mel". Znów pojawi się czerwona cyferka, ale usprawiedliwiona, bo po prostu nie będzie mnie dwa dni w domu. Perfekcjo, wybacz!
Miałam dostać okres, ale nie dostałam... Mam tylko takie małe plamki. Nie jestem w ciąży, bo z T. robiliśmy test. Fuck. 
Jakieś siniaki porobiły mi się na ciele. Na brzuchu to normalne, bo od hula hop, ale na nogach? Dziwne. Brzydko to wygląda. No cóż, życie.  Nobody is perfect. Hahaha ...

poniedziałek, 26 maja 2014

Wyzwanie - 20,21,22 dzień

Odchudzasz się pierwszy raz?

Hahaha. Nie, zdecydowanie nie. Odchudzanie to moja "filozofia", w której tkwię już bardzo długo. Jak już kiedyś wspomniałam - nie jest to zrzucanie kilogramów, tylko styl życia. Bez ćwiczeń i diety życie nie byłoby tak ciekawe.


Jaki rozmiar ubrań nosisz?

36 przeważnie. Ale mam w szafie sporo 38 i też jest OK. Jednak kupując nowe rzeczy sięgam zdecydowanie częściej po eSki. Chociaż wydaje mi się, że to 36 jest po prostu dość duże dlatego się w nie mieszczę. (do tej pory nie wiem jak mój tłusty brzuch wciska się w takie spodnie ....... )

Jaka jest Twoja ulubiona dieta?

"Jedz jak najmniej potrafisz" - efekty może nie są jeszcze tak widoczne, ale jak już będą to Wam wszystkim szczęki opadną. Bo mottem jest: Zrób wszystko, aby wyglądać jak milion dolarów, a nie jak towar z przeceny!

Dużo ostatnio miałam obowiązków. Wczoraj przewodniczyłam komisji wyborczej. Miło było, nawet. Zarobiłam sobie 200 złotych także jest na plus. Oczywiście, zadzwoniła Pani ze stoiska z biżuterią i powiedziała, że przyjęli kogoś innego, ale moje CV zatrzymają, bo ta osoba jest tylko na okres próbny... Sranie takie. Mówiłam Wam, ze mnie nie przyjmą, bo jestem gruba. Tam musi być perfekcyjna osoba, a nie takie coś jak ja.
Ogólnie słońce świeci i jest sympatycznie, ale mój humor jest dalej słaby, tak jak wcześniej. We środę jadę do Krakowa i będę nocować znów u mojej przyjaciółki. Idziemy w miasto, potańczyć. Tak jak kiedyś - we czwórkę. Kocham takie wyjścia, bo wtedy zapominam o wszystkich problemach i jestem tylko z nimi <3. A każda z dziewczyn jest wyjątkowa, dlatego tak bardzo się lubimy. Jedna delikatna, druga stanowcza, trzecia szalona, a ja? Ja jestem sobą. I wśród nich czuję się równie wyjątkowa jak one. Te trzy osoby, będą symbolem moich studiów w Krakowie. Dzięki nim wiele przeżyłam i bardzo dużo im zawdzięczam. A wiecie co przede wszystkim? Że po prostu są. :*

Wczorajsza aktywność: REST DAY.
Dzisiejsza aktywność: 10 minut hula hop, 70 brzuszków, Mel ABS, Mel Brzuch, Mel Pośladki, Brzuch z Natalią Gacką, Sexy Legs + rozciąganie z Melusią.

piątek, 23 maja 2014

Wyzwanie - dzień 19

Kiedy ostatnio jadłaś fast food?

Hmmm. Jadłam pół zapiekanki jakiś miesiąc temu. Oczywiście była to opcja podstawowa, bez mięsa i innych kalorycznych rzeczy: ser, pieczarki, ogórek i chyba papryka, jeśli dobrze pamiętam.
A wcześniej? Jakieś 2 miesiące temu zjadłam kebaba wegetariańskiego. Niby nic, ale miałam wyrzuty sumienia, dlatego nie chcę jeść go ponownie.





Kolejna kłótnia z rodzicami. Nie chcą, żebym poszła na prawo. Mimo tego, że mówię że wezmę kredyt studencki. Muszę się wyprowadzić... Jak najszybciej. Byłam dzisiaj na rozmowie o pracę, może tym razem się uda. Muszę się usamodzielnić, bo nie da się tak żyć.
Ciągle słyszę, że mam niepewną przyszłość, że ciągle zmieniam zdanie... Chyba zbyt wiele mówię mojej mamie. Ona bądź, co bądź nie jest jednak moją przyjaciółką tylko matką. Zawsze nią będzie.
Ale denerwuje mnie to ciągłe zadawanie tych samych pytań, przewidywanie czarnych scenariuszy... Ona kopie leżącego. Nawet nie wie, jak ostatnio jest ze mną źle pod względem psychicznym i tylko mnie dobija.  Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
Dzięki Bogu, że Was mam. Mogę to wszystko tutaj napisać. Blog to mój Raj.

Dzisiejsza aktywność: 1 godzina jazdy na rowerze (jakieś 18 km), Mel B brzuch, Mel B pośladki, Mel B ABS, brzuch z Natalią Gacką + rozciąganie z Mel.
Jedzenie: Jest ciepło dlatego nie jestem głodna.... 2 kromki chleba wieloziarnistego, jogurt Activia, pomidor, serek wiejski.

czwartek, 22 maja 2014

Wyzwanie - 18 dzień

Czego nie możesz odmówić sobie z jedzenia?

Nie ma takiej rzeczy. Ze wszystkiego jestem w stanie zrezygnować. Najciężej jednak jest mi porzucić chleb, bo zrobienie kanapki jest bardzo szybkie. A często nie mam czasu na inne wymyślne posiłki. Od jakiś czterech lat jem tylko ciemny chleb, najbardziej ziarnisty z możliwych. Moja mama kupuję taki na kromki, który jest dość ciężki, dlatego liczę, że jest NAPRAWDĘ "ciemny". Oczywiście nie szaleję z chlebem, bo wiem, że mimo wszystko jest kaloryczny.
Trudno jest mi zrezygnować również z mojej zmory - chipsów. Uwielbiam każdy smak. Mogłabym śmiało żywić się tylko chipsami, chociaż wiem jak bardzo są kaloryczne. Dlatego ich nie jem. Oczywiście, podczas tzw. "napadów" zdarza mi się, ale jest to maksymalnie raz na 2 tygodnie. A na następny dzień robię sobie zawsze głodówkę, aby wyrównać poziom kalorii.
Do słodkiego jakoś mnie nie ciągnie. Wiadomo, lubię czekoladę, jak każdy, ale zdecydowanie wolę słone rzeczy.
Fast food'y jadłam jak ważyłam milion kilo. Od tamtego czasu omijam je szerokim łukiem. Doprowadziły mnie wtedy do klęski, więc i tym razem mogłoby się tak zdarzyć. Poza tym nie jem mięsa, dlatego z zasady hamburgery i inne MC'i odpadają. Czasem mam ochotę na wegetariańskiego kebaba. Ale nie jem go. Bo to że mam na coś ochotę nie oznacza, że od razu muszę to jeść ;) W wegetariańskim kebabie jest biała bułka, która jest kaloryczna i sosy, które mają w sobie majonez. Dlatego są tak tuczące i powinno się je eliminować z diety każdego człowieka!





Dzisiejsza aktywność: Mel B brzuch, Mel B pośladki, Mel B ABS + rozciąganie + sto godzin biegania po Krakowie.
Jedzenie: 150g surówki (60 kalorii), 4 wafle ryżowe (jeden 19 kalorii), 2 małe kromki chleba orkiszowego (100 kalorii) z twarożkiem (30 kalorii) i jogurt Jogobella o smaku kiwi (130 kalorii). Wiem, że dużo, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać przed jedzeniem jak wróciłam późno do domu... 

PS. Zamówiłam dzisiaj hula hop. Więc pewnie od następnego tygodnia dodatkowo będę sobie hujać. Ponoć świetnie to robi na talię i "boczki". 

PS2. Ciągle chce mi się płakać. Nie wiem, czy to z powodu zbliżającej się miesiączki, czy po prostu - nad swoim beznadziejnym losem. Chciałabym być komuś wreszcie potrzebna. Założyć rodzinę, mieć swoje mieszkanie, kochającego męża, dzieci, dobrą pracę... Wtedy życie ma sens. A teraz? Żyję z dnia na dzień, totalnie bez celu. Pardon, moim celem jest wyniszczanie siebie od środka. Zapomniałabym. 

wtorek, 20 maja 2014

Wyzwanie - 15,16,17 dzień

Jesteś wegetarianką?
Tak. Od trzech lat. I jestem z tego powodu bardzo z siebie dumna.

Kiedy zdecydowałaś się odchudzać?
Trudno powiedzieć. Od czterech lat? A tak na poważnie to półtora roku temu dietę połączyłam z ćwiczeniami. Raz jest lepiej, raz postanawiam to wszystko rzucić w cholerę. Bywa różnie. Kolorowo i podłużnie.

Czy kiedykolwiek miałaś zaburzenia żywieniowe?
Nie. Jeszcze nie.



Ostatnio dużo się dzieje. Mam sporo zajęć na uczelni dlatego jestem stałą bywalczynią trasy Osw - Kraków. Dodatkowo, zadzwoniła do mnie szefowa tego stoiska z biżuterią, przy którym miałabym pracować. Wczoraj byłam na próbnych trzech godzinach, ale było tak niewiele osób, że nie mogłam się "wykazać". ;)
Co najbardziej mnie smuci, nie mam czasu na ćwiczenia! Dzisiaj byłam znów na uczelni, później miałam szkolenie związane z niedzielnymi wyborami (bo jestem przewodniczącą komisji wyborczej). Teraz przyszłam do domu, piszę do Was i nie mam siły podnieść nogi. Namawiam mamę na bieganie, może się uda.
W ogóle nie wiedziałam, że porcja sałatki greckiej ma aż 300 kalorii!! Zdałam sobie sprawę z tego jak już ją wchłonęłam... Tragedia. Później wróciłam do domu i zjadłam jeszcze fasolkę szparagową, taką zieloną. Małe zło. Powinnam już odpuścić na dziś. Jednak czuję, że na tym się nie skończy. Jestem słaba. Nie fizycznie, tylko psychicznie. Boję się, że będę miała dzisiaj napad... ;/ Muszę poćwiczyć, bo wtedy nie chce mi się jeść.

Przedwczorajsza aktywność: Mel B brzuch, Mel B pośladki, Mel B ABS, Brzuch z Natalią Gacką, Sexy Legs i rozciąganie z Mel.

Wczorajsza aktywność: trzy godziny stania w pracy .... i dlatego zaznaczyłam ten dzień na czerwno :(

Dzisiejsza aktywność: 30 minut biegania na świeżym powietrzu, Mel B brzuch (11 min), Mel B ABS(9min) , Mel pośladki (10 min), Sexy Legs (17 min) i rozciąganie z Mel (6 min).

sobota, 17 maja 2014

Wyzwanie - 14 dzień.

Jaką wagę najniższą osiągnęłaś?

52 kilogramy. I to jest mój pierwszy cel, który planuję osiągnąć w sierpniu.


Piosenka mojego dzieciństwa. Wtedy nie było problemów, było kolorowo.
Nie, nie mam zamiaru przemilczeć tych wszystkich komentarzy pod moim wcześniejszym wpisem. Wiem, w co się "pakuję". Dla mnie to nic złego. Po prostu dążę do określonego celu. Wytrwałość to chyba dobra cecha? Mam już 22 lata, wiem co robię i jestem odpowiedzialna za swoje czyny. Niech wreszcie ludzie pozwolą mi decydować samej o swoim losie. Jestem jedynaczką nad którą wszyscy od najmłodszych lat chuchają i dmuchają, żeby czasem nic sobie nie zrobiła. Mam tego dość. Sama decyduję i podejmuję zagrożenia. Jeśli taka droga jest niewłaściwa, Drogie Anonimy, pozwólcie samej mi się sparzyć. Dla mnie to jedyna droga, którą chcę iść. Prędzej czy później moje kompleksy sprowadziłyby mnie do ruiny. Bo łatwo jest napisać: "Nie jesteś gruba, przesadzasz." Tylko że te wszystkie komentarze dla mnie są w zupełnie innym języku. Ja ich nie rozumiem... Bo inni nie są w stanie zrozumieć mnie. 
Walczę o sylwetkę już parę lat. Raz było lepiej, raz gorzej. Ale nie mam zamiaru się poddać. Chcę pokochać siebie. To mój największy cel. 
Wiem, ze chudość nie sprawi, że stanę się lepszym człowiekiem, że znikną wojny na świecie i nie będzie już więcej kataklizmów. Wiem, ze chudość nie da mi wygranej w lotka, ani nie otworzy za mnie najlepszej w Polsce kancelarii prawniczej. Wiem, ze chudość nie założy mi rodziny i nie spłodzi dzieci. Ale chudość sprawi, że zaakceptuję siebie. A to dla mnie jest naprawdę ważne. Dopóki to się nie stanie, nigdy nie będę szczęśliwa. Może to "płytkie" jak wielokrotnie usłyszałam, lecz to już moja indywidualna sprawa. Jeden ma kompleks w postaci odstających uszy, drugi ma krótsza lewą nogę, ja mam problem z wagą. Człowiek jest tylko człowiekiem. Dajcie mi walczyć ze swoimi słabościami a nie osądzajcie, że jestem mało dojrzała i niszczę swoje zdrowie. Może i w późniejszym etapie mojego życia pojawią się dużo gorsze problemy i wówczas z tych obecnych będę się głośno śmiać. Każdy ma problemy takie na jakie zasługuje, i nie można ich w żaden sposób bagatelizować i lekceważyć. 
Chcę być chuda. Będę. Czy to się komuś podoba czy nie. 

Dzisiejsza aktywność: Mel B brzuch, Mel b Pośladki, Mel B ABS, 14 min ABS z Natalią Gacką, ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud z Chodakowską, rozciąganie z Mel.

piątek, 16 maja 2014

Wyzwanie - 13 dzień

Czy odżywiasz się w zdrowy czy niezdrowy sposób?

 Trudno jest mi samej określić, czy jest to zdrowy czy niezdrowy sposób. Dla mnie jest jedyny. Mama mówi, że nie jem nic. Ja wiem, że jem. Tylko w ten sposób mogę osiągnąć zaplanowany cel w sierpniu. Nie wiem, czy się uda, bo chudnę zdecydowanie za wolno, ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Ćwiczę, mało jem, piję wodę, ruszam się. Nie mam innych sposobów na poprawę swojej sylwetki. Jedynie liposukcja, na którą mnie nie stać. I uważam, że operacja to trochę pójście na łatwiznę, w tej całej pogodni za byciem fit. Chociaż przyznam się, że parę razy miałam ochotę odłożyć przez rok kasę i zafundować sobie odsysanie. Tylko brzucha. Bo on jest najgorszy. Nie wiem, jakby było, gdybym się go raz na zawsze pozbyła. To takie piękne, że aż nierealne . . .



Dzisiejsza aktywność: Mel B brzuch, Mel B pośladki, Mel B ABS, 14 min ABS z Natalią Gacką, 8 minut ćwiczeń na wewnętrzną partię ud oraz rozciąganie z Mel.
Bilans: 2x wafel ryżowy (40 kalorii), 200 gram warzyw na patelnie bez tłuszczu (92 kalorie), .....

czwartek, 15 maja 2014

Wyzwanie - 11 i 12 dzień

Twój ulubiony blog i dlaczego?

Nie posiadam ulubionego bloga. Dziewczyny, które znajdują się w moich ulubionych blogach, po prawej stronie, są wyjątkowe. Każda z nich. I każdej blog jest moim najlepszym ;).

Co jesz gdy się nie odchudzasz?

Nie pamiętam. Pewnie jakiś chleb, ser żółty, ciastka... Naprawdę. Obsesyjne myślenie o sylwetce trwa od jakiś czterech lat i nie mogę powiedzieć, że przez jakiś okres czasu "nie byłam" na diecie. To jest już mój lifestyle - nie jakaś tam dieta.

                                                                         ********************

Wczorajsza aktywność: Mel B brzuch (10 min), abs (9min), pośladki (11 min), 20 minut treningu całego ciała z Mel (20 min) oraz rozciąganie (6 min).

Dzisiejsza aktywność: Mel B brzuch (10 min), abs (9 min), pośladki (11 min), "Sexy Legs" (17 min), rozciąganie (6 min).


Przed chwilą zeżarłam grahamkę z twarożkiem. 250 kalorii. Wcześniej 2 wafle ryżowe (80 kalorii), a rano "Bielucha" light (104 kalorie). Była jeszcze miska zupy pieczarkowej, ale niestety mi zaszkodziła i długo w moim żołądku nie posiedziała... Mój żołądek nie przyjmuje grzybów, a nawet pieczarek. Zupy pieczarkowej też. Jak dalej będę tyle jeść to nie jadę na wakacje. Nie zasługuję.

wtorek, 13 maja 2014

Wyzwanie - 10 dzień

Co sprawia Ci największą trudność podczas chudnięcia?

Hm. Chyba systematyczność w ćwiczeniach. Czasem bardzo mi się nie chce. Naprawdę bardzo. I wtedy odpuszczam... A mogłabym już naprawdę wiele osiągnąć, bo ćwiczę dość długo. Po prostu, jeśli nie widzę efektów od razu, to szybko się zniechęcam. Żenujące, wiem.
Trudność sprawiają mi również napady obżarstwa. Paniczny atak głodu, który nie da się zatrzymać. Zjem wtedy dosłownie wszystko, co jest jadalne (oprócz mięsa i ryb) i stanie na mojej drodze. Wtedy siebie nienawidzę. Bardziej niż kogokolwiek. A wyrzuty sumienia zjadają mnie od środka, tak jak ja jem kolejną kanapkę z serem .... Czasem myślę, ze powinny wyżreć mnie całkowicie. Nie robiłabym sobie wówczas takiej krzywdy ciągłym pieprzeniem o jedzeniu, kaloriach i ćwiczeniach. Jestem już zmęczona tym wszystkim, bardziej niż Wam się wydaje.

Byłam dzisiaj w Krakowie. Widziałam się z dziewczynami z uczelni. Strasznie tęsknie za codziennymi kontaktami. 
Miałam mieć dzisiaj również rozmowę o pracę, jednak szefowa zadzwoniła i przełożyła na sobotę. Miałabym sprzedawać na stoisku z biżuterią "By Dziubeka". Śliczności tam są. Polecam. Jednak jakoś mam złe przeczucia odnośnie tej pracy. Pewnie będę zbyt mało atrakcyjna, aby sprzedawać takie piękności. Tam trzeba być perfekcyjnym, a mi do perfekcji brakuje. I to bardzo. Dziewczyny sprzedające mają piękne, zadbane paznokcie; długie włosy, idealną sylwetkę. Ja mam połamane paznokcie, krótkie szkuty na głowie i obrzydliwy brzuch. Sama siebie bym nie zatrudniła, więc dlaczego miałby zrobić to ktoś inny? 
Znów dół. Nie czytajcie tego, bo jeszcze się zarazicie. 

Dzisiejsza aktywność:  Mel B Brzuch, ABS, Pośladki; ćwiczenia z Chodakowską na wewnętrzną część ud, rozciąganie z Mel, 30 minut jazdy na rowerze na najcięższej przerzutce.

poniedziałek, 12 maja 2014

Wyzwanie - 8 i 9 dzień

Jakie ćwiczenia wykonujesz?

Staram się biegać. Tak po 30-40 minut dziennie. Oczywiście, rzadko zdarza się, że mam czas na codzienne bieganie, dlatego jest to bardziej okazyjnie. A szkoda, bo mogłoby mi się to bardziej spodobać. Oczywiście, ćwiczę również brzuch z MEL B. Uwielbiam ją i staram się codziennie wieczorem poświęcić te 10 minut na mięśnie brzucha. Z Mel trenuję również pośladki i muszę powiedzieć, że naprawdę widać efekty. Pupa jest bardziej uniesiona i umięśniona. Jest lepiej niż rok temu. Jeżdżę trochę na rolkach i czasem z chłopakiem chodzimy na basen (+ sauna).  Miałam przygodę również  Shaunem T, "spotykałam się" z nim miesiąc. I jestem zadowolona. Jednak według mnie żadne ćwiczenia nie są tak efektywne jak ograniczenie jedzenia do minimum. Minimum z minimum. Poniżej linki do ćwiczeń, które trenuję najczęściej:

Czy kiedykolwiek ktoś komentował Twoją wagę?

Tak. Pierwszy raz pamiętam, gdy szłam do Komunii. To było jak policzek. Grono dziewczynek stało i plotkowało na jakiś temat. Podeszłam do nich, a one: "Idź stąd. Nie pasujesz do nas, bo jesteś za gruba!". To nie było tak, że rówieśnicy mnie odrzucali. Nie, nie. Po prostu zawsze czułam się inna od reszty. Byłam wyższa i większa. Wtedy był pierwszy raz.
Później regularnie słyszałam od różnych osób, że do najszczuplejszych nie należę. Od prababci, od znajomych. To wszystko było w formie żartu, ale ja te słowa dokładnie pamiętam aż do dzisiaj.
Jakieś cztery lata temu powiedziałam: "DOŚĆ!" Z 72 kilogramów zeszłam na 52. To była moja najniższa waga kiedykolwiek. Oczywiście bardzo trudno było ją utrzymać dlatego wzrosła do 58-60. Ale to i tak wielki postęp. Później słyszałam wiele pozytywnych komentarzy na temat swojego wyglądu. Każdy z nich traktowałam indywidualnie i był dla mnie osobistym prezentem. Doceniam i dziękuję. Jednak każdy taki motywuje do dalszych zmian. Do ciągłego odchudzania. Bo mogę jeszcze więcej... Więcej. Muszę wrócić do wagi 50-52 kilogramów. Muszę.

sobota, 10 maja 2014

Wyzwanie - 7 dzień

Czy Twoi rodzice wiedzą, ze się odchudzasz?

Wiedzą, ale już się przyzwyczaili do tego. Od trzech lat jestem wegetarianką, także posiłki w zasadzie robię sobie sama. Dlatego mogę też w większym stopniu kontrolować to, co jem. Poza tym przez ostatnie trzy lata mieszkałam również poza domem, gdzie wpływ rodziców na moją dietę był z znacznym stopniu ograniczony ;)
Mam też 22 lata, więc rodzice już raczej nie wtrącają się w moje posiłki, chociaż oczywiście pada mnóstwo pytań typu: "Czemu nie jesz śniadania?", "Chcesz wylądować w szpitalu?" "Wiesz, że to, co robisz to już choroba?"

Poszłam dzisiaj rano biegać. Niestety tylko 20 minut, bo więcej nie miałam siły. Nie wiem, co się stało. Może dlatego, że poszłam ćwiczyć bez jakiegokolwiek śniadania? Wróciłam do domu poćwiczyłam jeszcze brzuch z Mel B i szybko zrobiłam sobie posiłek (extra cienki wafel ryżowy posmarowany serkiem białym i pomidor z oregano i pieprzem). Przestraszyłam się, bo prawie zemdlałam pod drzwiami domu. Ledwo dotaszczyłam się po schodach....
Wieczorem idziemy z T. na grilla do jego znajomych. Nie wiem jak to przetrwam, bo różnego rodzaju jedzenie pewnie będzie we mnie wpychane. Muszę walczyć. Może powiem, że mam problemy z żołądkiem?


Dzisiejsza aktywność
  • 15 minut jako rozgrzewka z BLENDER FITNESS (100 kalorii), 
  • 20 min biegania (tylko 166 kalorii),
  • + ćwiczenia na brzuch z MEL B. 

piątek, 9 maja 2014

Wyzwanie - 6 dzień ( + nurtujące mnie uczucia!)

Dostałam sporo negatywnych komentarzy po opublikowaniu poprzedniego posta. Trochę mnie to dotknęło, ponieważ uważam, ze ten blog jest w stu procentach MÓJ i to JA decyduję, co się w nim znajduje. Rozumiem, że kogoś moje "ciągłe" debatowanie na temat diety i jedzenia może denerwować i nudzić, ale przecież nikogo nie zmuszam, aby tutaj zaglądał. 
A co z tego, ze zapisana jestem do Blogowej Grupy Samorozwoju? Dla niektórych samorozwój to nauka nowego języka czy gry w tenisa, a dla mnie to dążenie do określonego celu. I jakie tutaj ma znaczenie czy jest to utrata wagi czy opanowanie sztuki walki?! 
Oczywiście, bardzo zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach, jednak nalegałabym, aby się pod nim podpisać, żebym w odpowiedni sposób mogła tej osobie odpisać. A w takim wypadku, komu mam zaadresować swoją wypowiedź? Anonimowi? 

A teraz wracam do mojego wyzwania. 


Dlaczego się odchudzam?

Nie jest to łatwe pytanie. Odkąd pamiętam mam problem z zaakceptowaniem swojej wagi i wyglądu. Mimo ogólnie panującej opinii, że jestem "piękną dziewczyną", ja tak nie uważam. Więc odchudzam się, aby wreszcie móc siebie zaakceptować w pełni. Odchudzam się, aby:
  • mieć płaski brzuch,
  • mieć wystający obojczyk,
  • móc pochwalić się zgrabnymi nogami,
  • chcieć pokazać się latem w stroju kąpielowym, 
  • nie czuć się obserwowana na ulicy z powodu mojej nadwagi,
  • aby czuć się w pełni kobietą, bo według mnie, otyła kobieta to nie-kobieta (to jest moje zdanie, nie chcę, aby ktokolwiek poczuł się urażony).
Dzisiejsza aktywność: bieganie - 5km (40 min) - spalone 333 kalorie!                                                                                                                                                                               

czwartek, 8 maja 2014

Wyzwanie - 5 dzień

Twój największy strach podczas utraty wagi:

Podczas całego procesu odchudzania najbardziej boję się stawać na wadze. Boję się, że mimo moich olbrzymich starań, zobaczę że przytyłam. Często tak się zdarza, mimo restrykcyjnej diety. Dlaczego? Nie wiem. 
Obawiam się również, że nigdy nie uda mi się osiągnąć wymarzonego celu. Takiego, który sprawy, że będę z siebie dumna i zaprzestam odchudzania.

PS. Szukam pracy z racji tego, ze na uczelni bywam tylko dwa razy w tygodniu. Tragedia. Pracy w ogóle nie ma. W takiej małej miejscowości jak moja znalezienie czegoś graniczy z cudem. Natomiast, znalezienie czegoś w swoim konkretnym zawodzie jest iście niemożliwe. Nie wiem, co ze sobą zrobić w domu. Gotuję obiady, chodzę z psem, czytam, ale to wszystko zaczyna już być koszmarnie NUDNE. Chciałabym mieć jakieś oszczędności i usamodzielnić się wreszcie. Jeśli nie znajduję pracy, nie wiem, co zrobię. Chciałabym zamieszkać z moim T. jednak dopiero gdy znajduję coś konkretnego i w miarę stałego. Utrzymalibyśmy się z jego dochodów bez problemu, ale nie mam zamiaru być na jego utrzymaniu.

PS2. Jak na razie głodówka idzie dobrze. Napiszę wieczorem czy się udało. (godz. 13:17)
PS3. Zjadłam tylko trochę czerwonego winogrona, także wydaje mi się, że mogę głodówkę zaliczyć do udanej (22:34)  :)

środa, 7 maja 2014

Wyzwanie - 4 dzień

Czy zdarza Ci się obżerać? 



Tak. Jednak nie polega ono na pochłanianiu ogromnych ilości jedzenia. Jednak, gdy jestem bardzo głodna, nie potrafię się opanować i mogę zjeść wtedy o dużo, za dużo. Czasem, gdy czytam artykuły dotyczące bulimiczek i ich kompulsywnego objadania, przeraża mnie wizja wepchania w siebie 4 tys. kalorii. Wyrzuty sumienia zjadły by mnie od środka, i nawet wymioty nie pomogą. Znam siebie na tyle. Moje "obżeranie" polega na niemożności opanowania głodu. Ot co. 


Ps. Wróciłam z Krakowa. Spędziłam wczoraj super wieczór z moimi przyjaciółmi. I nakupiłam różnych rzeczy. Mój facet "założył" mi Fundusz Racjonalnego Wydawania Pieniędzy :) Jest tam pewna pula, z której mogę korzystać tylko, gdy kupuję coś co jest mi naprawdę potrzebne. W ten sposób mam nauczyć się oszczędzania na przyszłość. Tym razem wybór padł na skórkowe, czarne spodnie z Zary oraz pastelową kurtkę w stylu ramoneski. Czarne spodnie rozmiar - 36, kurteczka również 36.
Nadchodzą "rozmiarowe" zmiany. 38 powoli odchodzi w zapomnienie!!! Byle tak dalej.

Ps2. Jutro głodówka. Oczyszczająca. Profilaktyczna. Wytrzymałościowa. Trzymajcie kciuki!

wtorek, 6 maja 2014

Wyzwanie - 3 dzień

Zdjęcia, które mnie motywują:






Jak widzicie, nie są to typowe zdjęcia "super" chudych wieszaków. Nie. Ja chcę być naturalna i szczupła. Trudno jest wybrać parę konkretnych zdjęć, na które patrząc, mówię sobie: "Taka będę! Taka będę!" ... Chcę być sobą, nie kimś innym. Jednak te powyższe zdjęcia przypominają mi o tym, że mam konkretny cel i muszę do niego dążyć, bo za niedługo nadchodzi lato i pokażę efekt swojej pracy ;) 

PS. Wczoraj godzina jazdy na rolkach. Wstałam, wzięłam rolki i poszłam pojeździć. Trudno, że sama. Skoro nikt nie chce, nie będę się prosić. Dzisiaj jadę do Krakowa, bo jutro mam zajęcia na 7:30. Dobrze, że mam taką wspaniałą przyjaciółkę, która mnie przenocuje. :* 
PS2. To ostatnie zdjęcie motywuje mnie do zapuszczania włosów ;) Na razie mam krótkie, ale za jakiś czas sama takie piękne będę mieć! :)

poniedziałek, 5 maja 2014

Wyzwanie - 2 dzień

Twój cel:

Moim celem jest akceptacja samej siebie. Nie chodzi mi o osiągnięcie jakiejś konkretnej wagi (chociaż bardzo chciałabym zobaczyć 4 z przodu;)), ale o to, aby w mojej głowie pojawiła się myśl: "Wyglądasz świetnie! Dość!" Na razie jeszcze nigdy takie coś się nie pojawiło, chociaż wiele razy mówiłam, że kończę z dietą, że jestem już wykończona tym wszystkim. Jednak ciągle przy tym trwam. Ciągle, i ciągle...


PS. Wczoraj ugotowałam kolację dla mojego T. i rodziców: łosoś z piekarnika z kremem z czosnku niedźwiedziowego! Mówili, że wyszło mi genialnie, jak na osobę, która nie może skosztować ryby (bo nie jem ryb). Ja zjadłam trochę frytek i surówkę.  Uwielbiam gotować innym, a szczególnie coś niebanalnego. Najadam się samym zapachem i kontaktem z Jedzeniem. Dzisiaj stawiam na spaghetti! :)

niedziela, 4 maja 2014

25 dniowe wyzwanie! - Dzień 1

Witajcie, kochani. Zdecydowałam, że poświęcę swojemu blogowi i osobom, które go przeglądają trochę więcej czasu i uwagi. Dzięki jednej z Blogerek - Gorzkiej Czekoladzie - znalazłam wyzwanie, które niesamowicie mi się spodobało. Nie polega ono na głodzeniu się czy regularnych ćwiczenia. To coś innego. Polega ono na odpowiadaniu przez kolejne 25 dni na konkretne pytania. Po co? Aby lepiej poznać samą siebie; aby dokonać pewnego rodzaju refleksji nad sobą i swoją dietą.

Niektórzy pewnie powiedzą, ze to nie ma większego sensu, ale mi się to podoba, więc dlaczego nie? Może w ten sposób dowiem się trochę więcej na temat samej siebie i swojego stylu "odżywiania". 

Więc 1 dzień wyzwania:
Mój wzrost: 163 cm.
Moja waga: 57 kg.

Wymiary: (na dzień 4.05.2014)
biodra: 90 cm
talia: 72 cm !!!!!!!!!!!!!!!!
biust: 87 cm
udo: 53 cm !!!!!!!!!!!!!!
łydka: 37 cm

W każdym kolejnym pytaniu ujawnię kawałek siebie. Pozdrawiam :*

sobota, 3 maja 2014

!!!

Wielki odzew na mój wcześniejszy post. Dziękuję za wszystkie słowa. Każde z nich traktuje jako coś bardzo ważnego. Wiem, że mam na kogo liczyć i pełno dobrych "aniołków" nade mną czuwa ;)
W ostatnim z postów przeżywałam małe załamanie. Dopiero później, gdy go przeczytałam zdałam sobie sprawę, jak tragicznie brzmi. Jednak uważam, że po to jest to miejsce, ten blog, aby pisać o tym co czuję aktualnie. Niezależnie od czasu, miejsca czy sytuacji.

Zainstalowałam sobie na telefonie aplikację, która oblicza moje kalorie spożyte podczas każdego, kolejnego dnia. Świetna sprawa, bo można tam dodawać również jakie ćwiczenia wykonaliśmy podczas danego dnia (samo oblicza ilość spalonych kalorii!).

Wracając do wcześniejszego tematu. Nie czuję się osobą chorą. Wierzę w to, że gdy przekroczę jakąś "granicę" przyznam się przed samym sobą do tego. Chociaż wiem, że to niesamowicie trudne. Panuję nad tym wszystkim. Po prostu chcę osiągnąć jakiś cel i bardzo mi na nim zależy. I dopnę swego. ;)

PS. Dzisiaj spędziłam cudny wieczór z moim T. Więcej takich wieczorów, a na pewno wszystko pójdzie OK!!

środa, 30 kwietnia 2014

Niszczona od środka

Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje. Na pewno nie jest to dobre. Wyniszczam sama siebie od środka. Jakbym sama sobie wbijała nóż w serce. To że jestem gruba wie każdy, tylko jakoś nikt nie potrafi przyznać mi racji. Codziennie jak spoglądam w lustro widzę obrzydliwie spasioną twarz, grube ramiona; tłusty, zwisający brzuch. Nie pomaga nic. Odchudzające herbatki, picie dużych ilości wody, ograniczenie Jedzenia do niezbędnego minimum.
Chyba po prostu taka się urodziłam, i taka pozostanę. Ale to niesamowicie boli. Czuję, ze idąc ulicą ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Śmieją się za plecami, bo jestem zbyt gruba. Oczywiście, nikt mnie mi tego nie powie prosto w oczy, ale ja to wiem. A dzisiaj wieczorem zjadłam jeszcze ciasto.. Jakby brakowało mi kilogramów to musiałam jeszcze wpakować w siebie to CIASTO! Jedzenie psuje mnie. Odbiera mi chęć do wszystkiego. Jest dosłownie wszędzie. Budzę się i myślę o śniadaniu (które i tak często omijam). Przychodzi pora obiadu. Potrafię opanować głód. Najgorsze są wieczory. Są katuszą. Najchętniej przespałabym cały wieczór, od 18:00 do rana. Boję się przechodzić obok lodówki wiedząc, że jest w niej coś kalorycznego, co mogłabym pochłonąć.
Boję się Jedzenia? To żałosne. Jak mam poradzić sobie w życiu, skoro Jedzenie nade mną panuje? Potrzebuję wsparcia, ale gdy ktoś wyciąga do mnie dłoń, to ja odsuwam swoją. Muszę sama wyjść z inicjatywą. Nie, nie do psychologa. Jestem zdrowa. Nie mam zaburzeń odżywiania. Chyba jeżeli chodzi o otyłość. Bo czuję się otyła. Bo jestem otyła.

Wielka, nieporęczna, olbrzymia, niezgrabna, obleśna, niczyja. Niczyja.

wtorek, 15 kwietnia 2014

ważne!

Motto na dziś: Im bardziej się starasz, tym większe g*wno wychodzi.

Morał z tego prosty i powszechnie znany: nie staraj się za bardzo, bo i tak zostaniesz wyciulany.
Czasem po prostu warto odpuścić, bo ktoś nie zasługuje, aby coś dla niego zrobić. 

Dobranoc!

niedziela, 13 kwietnia 2014

Nowa twarz?

Witajcie! Uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej od 1 października zaczynam nowy kierunek studiów, a co za tym idzie, poznam nowych ludzi. Nie chciałabym wtedy wyglądać tak jak teraz. Chciałabym być szczupła i odświeżona! Przecież pierwsze wrażenie jest tylko raz!

Muszę schudnąć - to na pewno. Dbam o siebie, regularnie ćwiczę Insanity i staram się biegać, ale popełniam też dużo żywieniowych grzeszków. Czasem podjadam chipsy (!!!)... Spotykam się z przyjaciółkami czy ze znajomymi i trudno jest mi sobie odmówić. A sami wiecie jak to nieziemsko wciąga! Jem również zbyt późno kolacje... Uwielbiam jeść wieczorem, przy kochanym serialu i pod kocykiem. Wtedy je się naprawdę cudownie. Dlaczego????

Nie wiem czy ustalanie kolejnych zasad ma jakikolwiek sens. Po prostu, chcę schudnąć. Przede wszystkim muszę zająć się brzuchem, bo to moja najbardziej problematyczna część ciała. Jeżeli chodzi o ćwiczenia to staram się naprawdę być systematyczna i sumienna, ale jedzenie mi to wszystko niszczy. To nie jest tak, że obżeram się niemiłosiernie każdego wieczora, ale mogłoby być tego zdecydowanie mniej. Wczoraj np. poszłam spać bez kolacji i budząc się rano miałam taki płaściutki brzuszek <3 Marzę, żeby mieć taki cały czas. A tu zbliżają się Święta Wielkanocne! Znów jakieś sałatki, ciasteczka, obiadki... Jak to wszystko przetrwać? Jak wytłumaczyć innym, że walczę o szczupłe ciało?

Przyjechałam do domu po dłuższej nieobecności i mama powiedziała, że strasznie schudłam po twarzy... Że jestem blada i taka "nieszczęśliwa". Jak mam być szczęśliwa kiedy czuję się źle w swoim ciele? Walczę o każdą kropelkę potu i nie widzę efektów. Odmawiam sobie naprawdę wiele przyjemności i co? NIC! Albo ja jestem ślepa, albo naprawdę coś ze mną jest nie tak. Nie wierzę mojej mamie, że schudłam. Gdyby tak było mój T. też by mi to powiedział, a jakoś milczy.
Boję się, że w końcu pojawi się jeden moment słabości i rzucę tym wszystkim. I ćwiczeniami, i dietą! A wtedy nie wiem, co będzie dalej....

poniedziałek, 31 marca 2014

Insanity Workout Program

Cześć! Dzięki mojej przyjaciółce poznałam nowy program ćwiczeniowy o nazwie "Insanity Workout Program". Jest mega intenstywny. Dzisiaj zaliczyłam pierwszy dzień. Dosłownie "lało się" ze mnie ;)
I jestem z siebie dumna! Rano wstałam i poszłam biegać. Zwiedziłam okolice mojego mieszkania i przebiegłam około 5,5 kilometrów! Bez zatrzymywania ;) To dało mi energię do działania na cały dzień. Pojechałam do biblioteki i oddałam zaległe książki.
Gdy rano zrobiłam coś dla ciała to popołudniu zrobiłam coś dla duszy i obejrzałam całego "Upiora w operze"! Uwielbiam, bo gra tam mój Gerard Butler :)
O 19 podjęłam wyzwanie Insanity. Oczywiście robiłam sobie przerwy, bo jak już mówiłam trening  jest bardzo intensywny. Wrzucę Wam cały rozkład ćwiczeń, więc jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę to polecam! Może to jest klucz do sukcesu?

Jest to program na 9 tygodni. Moja przyjaciółka już raz przeszła cały i bardzo sobie chwaliła. Oczywiście ważna jest również odpowiednia dieta i regularne posiłki (!!!!) z czym u mnie jest na bakier. Rano w ogóle nie chce mi się jeść, a wieczorem mogłabym pochłonąć bez problemu całą lodówkę :D

Wpisujecie sobie nazwę tego treningu w google i wyskakuje Wam około 40 minutowy filmik z treningiem. Lato się zbliża, więc walczymy!!!! :)