wtorek, 13 maja 2014

Wyzwanie - 10 dzień

Co sprawia Ci największą trudność podczas chudnięcia?

Hm. Chyba systematyczność w ćwiczeniach. Czasem bardzo mi się nie chce. Naprawdę bardzo. I wtedy odpuszczam... A mogłabym już naprawdę wiele osiągnąć, bo ćwiczę dość długo. Po prostu, jeśli nie widzę efektów od razu, to szybko się zniechęcam. Żenujące, wiem.
Trudność sprawiają mi również napady obżarstwa. Paniczny atak głodu, który nie da się zatrzymać. Zjem wtedy dosłownie wszystko, co jest jadalne (oprócz mięsa i ryb) i stanie na mojej drodze. Wtedy siebie nienawidzę. Bardziej niż kogokolwiek. A wyrzuty sumienia zjadają mnie od środka, tak jak ja jem kolejną kanapkę z serem .... Czasem myślę, ze powinny wyżreć mnie całkowicie. Nie robiłabym sobie wówczas takiej krzywdy ciągłym pieprzeniem o jedzeniu, kaloriach i ćwiczeniach. Jestem już zmęczona tym wszystkim, bardziej niż Wam się wydaje.

Byłam dzisiaj w Krakowie. Widziałam się z dziewczynami z uczelni. Strasznie tęsknie za codziennymi kontaktami. 
Miałam mieć dzisiaj również rozmowę o pracę, jednak szefowa zadzwoniła i przełożyła na sobotę. Miałabym sprzedawać na stoisku z biżuterią "By Dziubeka". Śliczności tam są. Polecam. Jednak jakoś mam złe przeczucia odnośnie tej pracy. Pewnie będę zbyt mało atrakcyjna, aby sprzedawać takie piękności. Tam trzeba być perfekcyjnym, a mi do perfekcji brakuje. I to bardzo. Dziewczyny sprzedające mają piękne, zadbane paznokcie; długie włosy, idealną sylwetkę. Ja mam połamane paznokcie, krótkie szkuty na głowie i obrzydliwy brzuch. Sama siebie bym nie zatrudniła, więc dlaczego miałby zrobić to ktoś inny? 
Znów dół. Nie czytajcie tego, bo jeszcze się zarazicie. 

Dzisiejsza aktywność:  Mel B Brzuch, ABS, Pośladki; ćwiczenia z Chodakowską na wewnętrzną część ud, rozciąganie z Mel, 30 minut jazdy na rowerze na najcięższej przerzutce.

5 komentarzy:

Paweł Zieliński pisze...

Widzę, że motywacja nie znika..i bardzo dobrze :-) Trzymam za Ciebie kciuki!

Peggy Jelo pisze...

Napady obżarstwa są straszne. Ja doszłam do tego, że każda najmniejsza przykrość je powoduje. Ale teraz walczę z tym i wierzę, że uda nam się z tego wyjść. A co d pracy to nie myśl tak o sobie. Nie wszystkie dziewczyny są zadbane, a Ty też na pewno masz w sobie dużo uroku. Więc głowa do góry ;)

Zoo pisze...

Co do napadów: żadna z Nas nie potrafi ich powstrzymać. No może sporadycznie. Więc tym się nie przejmuj. Hmm... co do ćwiczeń. Pomyśl: ćwiczenia=stracone kalorie= piękno. Dodaj do tego czas i wytrwałość, a zobaczysz efekty już niebawem. Nie bądź taka krytyczna. Może kup jakąś odżywkę do paznokci, jak tak Ci się łamią? Ja używałam eveline (podajże) i mi pomogła. Nadmienię, że strasznie łamały mi się paznokcie. Musiałam je codziennie piłować. A żeby dalej się nie łamały nawet nosiłam plastry.
Życzę Ci tej systematyczności i więcej wiary w siebie. Pozdrawiam kochana ;).

Red Queen pisze...

U mnie napady wyglądają podobnie. A gdyby tak umieć zatrzymać się przy "normalnym" bilansie, zamiast pochłaniać tysiące kalorii, przynajmniej nie zaprzepaszczałoby się całej pracy włożonej uprzednio w odchudzaniu. Wiem, jakie to jest męczące. Okropnie.

Trzymaj się chudziutko. Życzę Ci powodzenia. <3

Irmina Kirsy pisze...

Napady są i będą, bo to nieodłączna część życia. A do ćwiczeń - każdemu czasami się nie chce, ale jeśli będziesz ćwiczyć regularnie, to przyjdzie Ci to z łatwością. :)

Pozdrawiam i dodaję do listy blogów obserwowanych :*
http://curse-of-life.blogspot.com/