Początek roku akademickiego. Dzisiaj o 9 udałam się na rozpoczęcie roku w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Co prawda dość ciężko było wstać o 6 rano, ale jakoś dałyśmy radę. Poznałam koleżanki z roku (bo facetów, stety albo niestety, nie ma), bardzo sympatyczne osoby. Będę mieć wiele ciekawych przedmiotów jak: psychologia społeczna, metodologia badań społecznych, pedagogika społeczna, komunikacja interpersonalna itp.
Wszystko układa się bardzo dobrze, jednak ani na chwilę nie mogę przestać myśleć o moim D. Nawet pisząc tę wiadomość mam łzy w oczach. Nie wiem jak nad tym zapanować. Wiem, że wszystko będzie dobrze, wiem, że muszę się przyzwyczaić, ale tak strasznie za nim tęsknie.
Był u mnie przez weekend. I co z tego skoro wczoraj wylałam hektolitry łez, gdy się z nim żegnałam? Kiedy się przyzwyczaję, że nie będę go widzieć codziennie? Tęsknota boli.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 października 2011
środa, 28 września 2011
tęsknota
Trzeci dzień jestem w swoim nowym mieszkaniu w Krakowie z moją przyjaciółką. Jednak nie wiem, czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tego miejsca... To mój nowy dom, jednak sercem zawsze będę w mojej rodzinnej miejscowości.
Tęsknie za domem, za moim facetem, za rodzicami, za dziadkami, za pieskiem... Naprawdę w Krakowie jest bajecznie, ale to nie jest mój dom. Przynajmniej na chwilę obecną. Wiem, że dopiero bardzo krótko jestem tutaj... Mam czas na przystosowanie.
Ciągle myślę o moim D. Naprawdę tęsknota jest czymś pozytywnym, ponieważ wzmacnia niektóre związki. Ale bez niego jest mi bardzo ciężko... Bardzo często mam łzy w oczach, gdy pomyślę o nim. Rozmawiamy dużo przez telefon, ale oczywiście to nie to samo. :(
Jednak nie można stać w miejscu, trzeba się rozwijać i uczyć. W mojej miejscowości niestety nie miałabym tylu możliwości, co w Krakowie. Koniec tematu. Tęsknota tęsknotą, ale nie ma, co gdybać.
Pozdrawiam. :*
Tęsknie za domem, za moim facetem, za rodzicami, za dziadkami, za pieskiem... Naprawdę w Krakowie jest bajecznie, ale to nie jest mój dom. Przynajmniej na chwilę obecną. Wiem, że dopiero bardzo krótko jestem tutaj... Mam czas na przystosowanie.
Ciągle myślę o moim D. Naprawdę tęsknota jest czymś pozytywnym, ponieważ wzmacnia niektóre związki. Ale bez niego jest mi bardzo ciężko... Bardzo często mam łzy w oczach, gdy pomyślę o nim. Rozmawiamy dużo przez telefon, ale oczywiście to nie to samo. :(
Jednak nie można stać w miejscu, trzeba się rozwijać i uczyć. W mojej miejscowości niestety nie miałabym tylu możliwości, co w Krakowie. Koniec tematu. Tęsknota tęsknotą, ale nie ma, co gdybać.
Pozdrawiam. :*
niedziela, 25 września 2011
Posumowanie wyjazdu
Dzień dobry :) Przepraszam, że piszę dopiero teraz, ale naprawdę miałam wiele zaległości po przyjeździe. Niby nie było mnie 12 dni, a tyle problemów się narobiło, że aż głowa mała.
Jednak w dzisiejszym poście skupię się na podsumowaniu moich wakacji za granicą. Zobaczyłam kolejne miejsce na świecie, które po raz kolejny mnie zaskoczyło. Wszelkie przemyślenia zapiszę w postaci punktów, tak będzie najwyraźniej i przejrzyście.
1. Noc na lotnisku. Nie mieliśmy bezpośredniego lotu na Majorkę, więc musieliśmy nocować na lotnisku w Bergamo (ok.50km od Mediolanu). Było to niesamowicie pozytywne przeżycie. Rozwinęliśmy ręczniki w kącie lotniska i położyliśmy się. Ja oczywiście nie mogłam zasnąć, bo zbyt wiele działo się dookoła. :) Idąc do toalety poznałam bardzo miłych ludzi z Łodzi, którzy lecieli do Portugalii na studia. Przegadaliśmy pół nocy.
2. Szkoła języka. Co prawda mój włoski nie jest AŻ tak perfekcyjny, żebym mogła się nim posługiwać na co dzień, natomiast angielski służył mi świetnie. Praktycznie mogę nazwać się 'tłumaczem' grupy. Przyjaciele niezbyt mówili po angielsku, więc to ja zajmowałam się organizacją. Wiele mnie to nauczyło, ponieważ poszerzyłam swoje słownictwo o nowe, do tej pory nieznajome słówka.
Jednak w dzisiejszym poście skupię się na podsumowaniu moich wakacji za granicą. Zobaczyłam kolejne miejsce na świecie, które po raz kolejny mnie zaskoczyło. Wszelkie przemyślenia zapiszę w postaci punktów, tak będzie najwyraźniej i przejrzyście.
1. Noc na lotnisku. Nie mieliśmy bezpośredniego lotu na Majorkę, więc musieliśmy nocować na lotnisku w Bergamo (ok.50km od Mediolanu). Było to niesamowicie pozytywne przeżycie. Rozwinęliśmy ręczniki w kącie lotniska i położyliśmy się. Ja oczywiście nie mogłam zasnąć, bo zbyt wiele działo się dookoła. :) Idąc do toalety poznałam bardzo miłych ludzi z Łodzi, którzy lecieli do Portugalii na studia. Przegadaliśmy pół nocy.
2. Szkoła języka. Co prawda mój włoski nie jest AŻ tak perfekcyjny, żebym mogła się nim posługiwać na co dzień, natomiast angielski służył mi świetnie. Praktycznie mogę nazwać się 'tłumaczem' grupy. Przyjaciele niezbyt mówili po angielsku, więc to ja zajmowałam się organizacją. Wiele mnie to nauczyło, ponieważ poszerzyłam swoje słownictwo o nowe, do tej pory nieznajome słówka.
Palma de Mallorca (Stolica Majorki)
3. Jedzenie i kultura. Jako że od niedawnego czasu zostałam wegetarianką moje potrawy były troszkę ograniczone. :) Ale i tak jadłam bardzo smacznie. Muszę pochwalić się, że na plaży zjadłam najlepszego ananasa jak do tej pory, w całym swoim życiu. Tak słodki i pyszny, że trudno sobie to wyobrazić. Niestety, wszystko na wyspie było bardzo drogie, a nasz budżet nieco ograniczony, dlatego nie dane nam było zasmakować wszystkiego, na co mieliśmy ochotę. Ale cóż... może innym razem. ;) Odnośnie kultury-hmmm...- dość ciekawa, szczególnie tak zwana siesta. Wszystkie sklepy zamknięte, ludzie odpoczywają. Sądzę, że w Polsce by się to nie przyjęło. A szkoda ;)niedziela, 7 sierpnia 2011
przeprowadzka na drugą stronę ulicy
Dzisiaj przenoszę się na niecałe dwa tygodnie mieszkać do mojego ukochanego :) Zarówno moi jak i jego rodzice wyjeżdżają na wakacje, więc muszę/chcę opiekować się jego psem, gdy pracuje. Uwielbiam u niego mieszkać, bo czuję się wtedy jak jego żonka :D Mogę się wtedy dużo nauczuć i poudawać kurę domową :) Mój facet mieszka naprzeciwko mnie, więc daleko się nie przenoszę. Ale to zawsze - nasze, małe "wakacje"
środa, 22 czerwca 2011
wtorek, 7 czerwca 2011
"I że Cię nie opuszczę... czyli love story"

Przeczytałam drugą część mojej "Biblii" i niestety się zawiodłam... "I że Cię nie opuszczę...." niestety nie okazało się tak rewelacyjne jakbym się spodziewała.
W skali od 1 do 5, oceniam na 3. Stanowczo brakowało fabuły!!! Książka ta jest idealna dla kobiety, która zastanawia się nad wyjściem za mąż. To typowa Biblia Małżeństwa. Nie tego się spodziewałam...
Liz i Felipe dowiadują się, ze z przyczyn niezależnych (nie chcę zdradzać szczegółów, bo może któraś z Was zdecyduje się, żeby ta książkę przeczytać) muszą się pobrać. Chociaż wcześniej przysięgali sobie, że nigdy do tego nie dojdzie... I w sumie dalej nic się nie dzieje... jeżdżą po świecie i Liz dowiaduje się jak wygląda małżeństwo w różnych kulturach całego świata. Oczywiście, zakończenie przepełnione radością i szczęściem ogółu.
Nie, nie, nie... To nie to, co chciałam przeczytać jako kontynuację "Jedź, módl się, kochaj".
poniedziałek, 30 maja 2011
mały szkrab
Witajcie ;) Wczorajszy dzień można nazwać przełomowym w moim życiu. Znajoma mojego chłopaka przyprowadziła na "plac" (miejsce spotkać moich znajomych) swoje 8miesięczne dziecko. Ogólnie od zawsze byłam dość negatywnie nastawiona do dzieci z powodów znanych wszystkim: przymus wstawania kilka razy w nocy, bo dzieciątko płacze; pieluchy, kaszki, ból porodowy, całe 9 miesięcy poruszania się jak słoń....
Wczoraj zrozumiałam jakie moje myślenie było dziecinne... Właśnie da znajoma dała na chwilę potrzymać mi tego małego szkraba. Gdy poczułam te 7kg, zrozumiałam jakie to niesamowite uczucie trzymać na rękach takiego malutkiego człowieczka. Pojęłam też, że jestem w stanie być dobrą matką, poczułam taką siłę.... Możliwe, że obudził się we mnie instynkt macierzyński w przeciągu kilku minut?

Mój facet od zawsze kochał dzieci, ponieważ ma dużo młodszego brata i można powiedzieć, że go wychowywał. Ja takiego doświadczenia nie mam, bo jestem jedynaczką, a poza tym w mojej rodzinie jakoś brakuje takich malutkich istotek. Dlatego zawsze byłam negatywnie nastawiona do ciąży... po prostu się bałam!
PS. pracy jak nie było tak nie ma...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




