Dzisiaj rano wracałam do Krakowa po ponad tygodniowym odpoczynku w domu. Oczywiście, odzwyczaiłam się od codziennych obowiązków należących do każdego studenta, dlatego nie powiem żeby łatwo było mi wstać o 7 rano. Czekając o tej barbarzyńskiej porze na mojego białego busa, miałam w głowie pełno pesymistycznych myśli. Dlaczego właśnie ja muszę wracać "na emigrację"? Wolałabym zostać w domu, z rodziną i chłopakiem, a nie na "wygnaniu".
Pierwszą osobą, która pojawiła się przed moimi oczami był młody chłopak na wózku inwalidzkim. Nie powiem, zrobiło mi się wstyd, że tak narzekam. On ma trudniej. Dużo trudniej niż ja i jest uśmiechnięty. Wniosek z tego taki, że nie doceniamy tego, co los/Bóg (skreśl niewłaściwe) nam dał. Następnie, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, pojawiły się małe dzieci, z wielkimi plecakami udające się do szkoły. Niby w nich nie było nic przytłaczającego, ale wiedziałam skąd idą. Mieszkają w Domu Dziecka. Miałam tam praktyki, więc kojarzę je z widzenia. Po raz drugi w tak krótkim czasie zrozumiałam, że powinnam być szczęśliwa. Pojęłam, że ludzie mają prawdziwe problemy, a nie takie wyimaginowane jak ja. Problemem jest wyjazd na studia i samodzielne życie? Nie sądzę.
Zgadnijcie, co zobaczyłam później? Leżący na ulicy grosik. Nie podniosłam. Dlaczego? Bo zrozumiałam, że komuś innemu przyda się znacznie bardziej. Ja mam szczęście. Mam cudowną rodzinę, kochającego mężczyznę, grono przyjaciół i zdrowie. Czego mi więcej potrzeba? Chyba rozumu, bo nie potrafię tego docenić. Ot co. Niby grosik, niby nic, a tak zmusił mnie do myślenia. I to o której? O 7 rano w mglisty, smutny wtorek!
wtorek, 25 lutego 2014
wtorek, 18 lutego 2014
Posesyjna refleksja
Witajcie, kochani! Już po sesji. Rosyjski i angielski zaliczony na bardzo wysokim poziomie, co mnie ogromnie cieszy. Jednak znów czuję ten "niedosyt". Trudno jest mi to uczucie opisać słowami, bo sama do końca go nie rozumiem. Studiuję na państwowym Uniwersytecie, na dość dobrej krakowskiej uczelni, jednak uczę, ze stać mnie na coś więcej. Nie cierpię tego uczucia lekkiego wewnętrznego niedosytu.
Po prostu chyba liceum dało mi nieźle w kość, dlatego studia wydają się łatwe? Albo po prostu poziom jest niski. Sama już nie wiem.
Mam teraz więcej czasu, więc nadszedł czas na nadrabianie filmowych i książkowych zaległości. Oczywiście, teraz mogę bez wyrzutów sumienia spotykać się z moim facetem dlatego związek kwitnie ;) Jednak coś znów zaczęło mnie ciekawić. Zauważyłam nawyki z poprzednich związków. Zarówno mojego chłopaka, jak i moje. Głupi, ale obrazowy przykład: T. uwielbia rozmawiać przez telefon ze mną, ja średnio za tym przepadam, ponieważ nie lubię nie widzieć drugiej osoby. Powód do kłótni? Oczywiście. I pojawia się tutaj pytanie: Czy warto kreować swoją przyszłość, gdy nasza przeszłość wpływa na teraźniejszość? Przeszłość funkcjonuje na co dzień w naszym życiu, ale na ile możemy jej na to pozwolić? Kiedy należy powiedzieć "dość", aby nie zrujnowała nam życia? Przykład z telefonem oczywiście w żaden sposób nie zrujnuje nam życia, ale inne nawyki owszem!
Co o tym sądzicie? Jak Wy radzicie sobie ze swoją przeszłością, która wkrada się w teraźniejszość?
Jadę do Londynu 6 marca ;) na pięć dni. Z chłopakiem i jego znajomymi. Okazja lotniczo-biletowa wreszcie dotyczy i nas. Bardzo się cieszę, bo byłam już raz w tym mieście i jest niesamowite! Zakupy, rozrywki, szaleństwo przed nami! Pomacham Wam z London Eye! ;)
Po prostu chyba liceum dało mi nieźle w kość, dlatego studia wydają się łatwe? Albo po prostu poziom jest niski. Sama już nie wiem.
Mam teraz więcej czasu, więc nadszedł czas na nadrabianie filmowych i książkowych zaległości. Oczywiście, teraz mogę bez wyrzutów sumienia spotykać się z moim facetem dlatego związek kwitnie ;) Jednak coś znów zaczęło mnie ciekawić. Zauważyłam nawyki z poprzednich związków. Zarówno mojego chłopaka, jak i moje. Głupi, ale obrazowy przykład: T. uwielbia rozmawiać przez telefon ze mną, ja średnio za tym przepadam, ponieważ nie lubię nie widzieć drugiej osoby. Powód do kłótni? Oczywiście. I pojawia się tutaj pytanie: Czy warto kreować swoją przyszłość, gdy nasza przeszłość wpływa na teraźniejszość? Przeszłość funkcjonuje na co dzień w naszym życiu, ale na ile możemy jej na to pozwolić? Kiedy należy powiedzieć "dość", aby nie zrujnowała nam życia? Przykład z telefonem oczywiście w żaden sposób nie zrujnuje nam życia, ale inne nawyki owszem!
Co o tym sądzicie? Jak Wy radzicie sobie ze swoją przeszłością, która wkrada się w teraźniejszość?
Jadę do Londynu 6 marca ;) na pięć dni. Z chłopakiem i jego znajomymi. Okazja lotniczo-biletowa wreszcie dotyczy i nas. Bardzo się cieszę, bo byłam już raz w tym mieście i jest niesamowite! Zakupy, rozrywki, szaleństwo przed nami! Pomacham Wam z London Eye! ;)
środa, 29 stycznia 2014
czy warto?
Zauważyłam pewną zależność. W dzisiejszych czasach mężczyźni, których spotykam na swojej drodze boją się zaangażowania w związek. Prawdziwego zaangażowania. Co mam na myśli? Nie od razu oświadczyny i złote pierścionki! ( z tego na jakiś czas się "wyleczyłam") Postanowiłam, ze chce wrócić do swojej rodzinnej miejscowości po obronie, bo tam jest moja Miłość. Wiem, że pewnie wiele osób potraktuje to jako "marnowanie swojej szansy na prawdziwe życie" itp. Ale to jest moja decyzja, liczę się z konsekwencjami. Powiedziałam wczoraj o tym tej osobie, która winna być najbardziej zainteresowana i spotkałam się z zaskakującą odpowiedzią! Na tyle zaskakującą, ze sama dalej w to nie wierzę. Mianowicie, dowiedziałam się, że jest DOBRZE tak jak jest i po co cokolwiek zmieniać?! Dobre są spotkania raz/dwa razy w weekendy? Dobre są samotne tygodnie? Dobre są niedzielne rozłąki?! Ja nie prosiłam go o wspólne mieszkanie od razu po moim powrocie, ja po prostu chcę mieć przy sobie osobę, na którą zawsze mogę liczyć.
Czy w dzisiejszym świecie mężczyźni stają się dorośli dopiero po trzydziestce? (Czasem nawet nie!)
Muszę przyznać, ze wczorajsza rozmowa telefoniczna z T. strasznie mnie przytłoczyła i zdołowała. Poczułam się trochę jak "napalona" gówniara, która za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie faceta. Może to ja zbyt wiele sobie wyobrażałam? Może to on nie traktuje mnie poważnie tylko jak jedną z wielu?!
Nadchodzi wielkimi krokami sesja dlatego nie jest to odpowiedni moment na takie rozmowy. Ale cóż poradzić, że od wczoraj w mojej głowie rozpanoszyło się mnóstwo pytań odnośnie mojej przyszłości z T! Może to ja za wcześnie poruszyłam taki temat. Może się przestraszył... Przecież ja nie chcę oświadczyn, tylko normalnego DOROSŁEGO życia.
P.S. Ech, życie. Dlaczego ciągle mnie tak niesamowicie zaskakujesz?
Czy w dzisiejszym świecie mężczyźni stają się dorośli dopiero po trzydziestce? (Czasem nawet nie!)
Muszę przyznać, ze wczorajsza rozmowa telefoniczna z T. strasznie mnie przytłoczyła i zdołowała. Poczułam się trochę jak "napalona" gówniara, która za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie faceta. Może to ja zbyt wiele sobie wyobrażałam? Może to on nie traktuje mnie poważnie tylko jak jedną z wielu?!
Nadchodzi wielkimi krokami sesja dlatego nie jest to odpowiedni moment na takie rozmowy. Ale cóż poradzić, że od wczoraj w mojej głowie rozpanoszyło się mnóstwo pytań odnośnie mojej przyszłości z T! Może to ja za wcześnie poruszyłam taki temat. Może się przestraszył... Przecież ja nie chcę oświadczyn, tylko normalnego DOROSŁEGO życia.
P.S. Ech, życie. Dlaczego ciągle mnie tak niesamowicie zaskakujesz?
środa, 15 stycznia 2014
"Zielony" raj
Witajcie, kochani. Wiem, ze powinnam pisać trochę częściej (dostałam maila w tej sprawie), ale albo nie mam na to czasu, albo po prostu nie dzieje się nic na tyle ciekawego, co mogłabym zamieścić w swoich blogowych wpisach.
Jutro wyjeżdżam ze swoim T. do Zakopanego na narty. Aż na cztery dni. Wiem, że będą to cztery aktywne dni dlatego jestem bardzo szczęśliwa. Na pewno spalę kalorię i będę kontrolować swoje posiłki. Po wysiłku fizycznym nigdy nie jestem głodna, bo szkoda mi tego, co "spaliłam". ;) Dostałam wreszcie zamówioną zieloną kawę w tabletkach! Łykam od paru dni, sama nie wiem czy apetyt mi się zmniejszył. Chyba jeszcze za wcześnie na jakieś efekty. Ja oczywiście wszystko chciałabym widzieć od razu.
Jednak jestem z siebie zadowolona, bo tak jak postanowiłam, jem dużo mniej niż wcześniej. Ciężko mi zaprezentować moje codzienne menu, ale na pewno nie przekraczam 700 kalorii. Wczoraj pozwoliłam sobie na bułkę pełnoziarnistą, chociaż wiem, że nie powinnam. Staram się całkowicie wyeliminować ze swojego jadłospisu pieczywo, bo wiem, że mam do niego słabość. Zrobiłam sobie ostatnio zupkę cebulową i jadłam ją aż trzy dni! :) To się nazywa ekonomiczne żywienie. Chleb staram się zastępować waflami ryżowymi z jakimś śmietankowym serkiem. Uzależniłam się również od zielonej herbaty, dlatego taki tytuł posta.
Jestem zmotywowana do działania, pozytywnie nastawiona i szczęśliwa, ze wszystko wychodzi po mojej myśli. Niestety, zaczynają boleć mnie oczy, bo przestałam korzystać z okularów do komputera. Wczoraj przy oglądaniu filmu w pewnym momencie wszystko widziałam za mgłą. Nie wiem, czy to niedobór jakiś witamin, czy po prostu gorszy czas dla moich oczu. Co jakiś czas problem się pojawia, dlatego zastanowię się nad wizytą u okulisty. Mam specjalne okulary do komputera, ale jakoś często zapominam je zabrać do mojej podręcznej torebki.
Wracając do jutrzejszego wyjazdu to obiecałam sobie, ze zrobię dla mojego chłopaka pyszne kanapki na śniadanie z zielonym ogórkiem, rzodkiewką, serkiem żółtym i sałatą. Ostatnio, gdy mu takie zafundowałam na śniadanie był zachwycony ;) Niby nic specjalnego, ale liczy się gest. On potrafi takie rzeczy doceniać. Tylko jak zrobić, żeby on je zjadł, a ja nie? Hm, będę musiała nad tym pomyśleć. T. pilnuje mnie w kwestiach żywieniowych, bo tak jak pisałam we wcześniejszych postach "chce mieć szczupłą kobietę". To największa motywacja dla mnie. Dziękuję mu za to ogromnie!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy regularnie zaglądają na mój blog. Postaram się pisać częściej. Obiecuję. Życzcie mi udanego odpoczynku w Zakopanem i żebym wróciła cała z tych nart! Może będę uczyć się jeździć na desce! <3
Jutro wyjeżdżam ze swoim T. do Zakopanego na narty. Aż na cztery dni. Wiem, że będą to cztery aktywne dni dlatego jestem bardzo szczęśliwa. Na pewno spalę kalorię i będę kontrolować swoje posiłki. Po wysiłku fizycznym nigdy nie jestem głodna, bo szkoda mi tego, co "spaliłam". ;) Dostałam wreszcie zamówioną zieloną kawę w tabletkach! Łykam od paru dni, sama nie wiem czy apetyt mi się zmniejszył. Chyba jeszcze za wcześnie na jakieś efekty. Ja oczywiście wszystko chciałabym widzieć od razu.
Jednak jestem z siebie zadowolona, bo tak jak postanowiłam, jem dużo mniej niż wcześniej. Ciężko mi zaprezentować moje codzienne menu, ale na pewno nie przekraczam 700 kalorii. Wczoraj pozwoliłam sobie na bułkę pełnoziarnistą, chociaż wiem, że nie powinnam. Staram się całkowicie wyeliminować ze swojego jadłospisu pieczywo, bo wiem, że mam do niego słabość. Zrobiłam sobie ostatnio zupkę cebulową i jadłam ją aż trzy dni! :) To się nazywa ekonomiczne żywienie. Chleb staram się zastępować waflami ryżowymi z jakimś śmietankowym serkiem. Uzależniłam się również od zielonej herbaty, dlatego taki tytuł posta.
Jestem zmotywowana do działania, pozytywnie nastawiona i szczęśliwa, ze wszystko wychodzi po mojej myśli. Niestety, zaczynają boleć mnie oczy, bo przestałam korzystać z okularów do komputera. Wczoraj przy oglądaniu filmu w pewnym momencie wszystko widziałam za mgłą. Nie wiem, czy to niedobór jakiś witamin, czy po prostu gorszy czas dla moich oczu. Co jakiś czas problem się pojawia, dlatego zastanowię się nad wizytą u okulisty. Mam specjalne okulary do komputera, ale jakoś często zapominam je zabrać do mojej podręcznej torebki.
Wracając do jutrzejszego wyjazdu to obiecałam sobie, ze zrobię dla mojego chłopaka pyszne kanapki na śniadanie z zielonym ogórkiem, rzodkiewką, serkiem żółtym i sałatą. Ostatnio, gdy mu takie zafundowałam na śniadanie był zachwycony ;) Niby nic specjalnego, ale liczy się gest. On potrafi takie rzeczy doceniać. Tylko jak zrobić, żeby on je zjadł, a ja nie? Hm, będę musiała nad tym pomyśleć. T. pilnuje mnie w kwestiach żywieniowych, bo tak jak pisałam we wcześniejszych postach "chce mieć szczupłą kobietę". To największa motywacja dla mnie. Dziękuję mu za to ogromnie!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy regularnie zaglądają na mój blog. Postaram się pisać częściej. Obiecuję. Życzcie mi udanego odpoczynku w Zakopanem i żebym wróciła cała z tych nart! Może będę uczyć się jeździć na desce! <3
![]() |
| moja cudna motywacja <3 Barbara Palvin |
niedziela, 5 stycznia 2014
"Ukochana" niedziela...
Kolejna "ukochana" niedziela. Nienawidzę niedziel. Jeszcze ta pogoda, która dobija człowieka totalnie. Przytyłam. Jem i nie ćwiczę regularnie. Totalna klapa. Dzisiaj śniło mi się, że ważę 80kg! To przestroga. Powinnam się zabrać za siebie. Do wakacji zostało tak niewiele czasu, a ja pozwalam sobie na takie odstępstwa od diety.
Zauważyłam, że gdy nie mam jednej konkretnej diety (RYGORYSTYCZNEJ!) bardzo trudno jest mi się hamować. Dlatego od wtorku (bo wtedy będę już w Krakowie) zaczynam dietę. Taką prawdziwą jak kiedyś. Kopenhaską? Nie do końca, ponieważ nie jem mięsa, więc od razu odpadają ryby. Stworzę swoją specjalną dietę opartą na kopenhaskiej. Jednak zamiast mięsa będę jeść owoce.
Po prostu potrzebuję znów wrócić na stare, dobre tory, bo to sprawiało mi wieeele radości. Po prostu brak mi tego, że mogę kontrolować głód i swoje ciało. Czemu to się zmieniło? Tak wiele pracowałam nad tym, aby mieć silną wolę. Od kiedy spędzam więcej czasu w domu wszystko legło w gruzach.
Zaczynam od początku. Do wakacji będę ważyć 50kg! Jeśli nie? Poniosę tego konsekwencję ;)
Zauważyłam, że gdy nie mam jednej konkretnej diety (RYGORYSTYCZNEJ!) bardzo trudno jest mi się hamować. Dlatego od wtorku (bo wtedy będę już w Krakowie) zaczynam dietę. Taką prawdziwą jak kiedyś. Kopenhaską? Nie do końca, ponieważ nie jem mięsa, więc od razu odpadają ryby. Stworzę swoją specjalną dietę opartą na kopenhaskiej. Jednak zamiast mięsa będę jeść owoce.
Po prostu potrzebuję znów wrócić na stare, dobre tory, bo to sprawiało mi wieeele radości. Po prostu brak mi tego, że mogę kontrolować głód i swoje ciało. Czemu to się zmieniło? Tak wiele pracowałam nad tym, aby mieć silną wolę. Od kiedy spędzam więcej czasu w domu wszystko legło w gruzach.
Zaczynam od początku. Do wakacji będę ważyć 50kg! Jeśli nie? Poniosę tego konsekwencję ;)
niedziela, 29 grudnia 2013
święta, święta...
Święta, święta i ... znów dieta. Czas powrócić do rzeczywistości. Spędziłam wspaniały czas z moją rodziną, przegadaliśmy długie godziny i wypiliśmy litry herbaty. Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy :)
Od stycznia znów wracam na swoją kochaną siłownię. Zdrowe odżywianie i codzienne ćwiczenia. Stęskniłam się za tym. Zauważyłam, że myślenie o jedzeniu stało się moją małą obsesją. Ciągle wydaję mi się, że gdy zjem coś "nadprogramowego" przytyję. Dobrze, ze mam dobrego MOTYWATORA w postaci mojego faceta. Cytat: "Moja kobieta powinna być szczupła" działa cuda. Naprawdę. Szkoda tylko, że czasem za bardzo biorę sobie jego słowa do siebie. Staram się, ale to nie moja wina, ze zrobienie sobie wspaniałej sylwetki to długie godziny treningów, które czasem nie dają natychmiastowych efektów.
Tymczasem Sylwester spędzam z moimi znajomymi z mieszkania i uczelni w Zamościu ;) Nigdy nie byłam w tamtych rejonach dlatego jest do dla mnie całkiem nowe doświadczenie! Niezmiernie się cieszę.
1 styczeń - dieta, dieta, dieta, dieta, dieta..........
Od stycznia znów wracam na swoją kochaną siłownię. Zdrowe odżywianie i codzienne ćwiczenia. Stęskniłam się za tym. Zauważyłam, że myślenie o jedzeniu stało się moją małą obsesją. Ciągle wydaję mi się, że gdy zjem coś "nadprogramowego" przytyję. Dobrze, ze mam dobrego MOTYWATORA w postaci mojego faceta. Cytat: "Moja kobieta powinna być szczupła" działa cuda. Naprawdę. Szkoda tylko, że czasem za bardzo biorę sobie jego słowa do siebie. Staram się, ale to nie moja wina, ze zrobienie sobie wspaniałej sylwetki to długie godziny treningów, które czasem nie dają natychmiastowych efektów.
Tymczasem Sylwester spędzam z moimi znajomymi z mieszkania i uczelni w Zamościu ;) Nigdy nie byłam w tamtych rejonach dlatego jest do dla mnie całkiem nowe doświadczenie! Niezmiernie się cieszę.
1 styczeń - dieta, dieta, dieta, dieta, dieta..........
wtorek, 17 grudnia 2013
"Pokolenie Borderline"
Zainspirowana artykułem "Pokolenie Borderline" z czasopisma "Sens" (wydanie grudniowe) postanowiłam napisać parę słów na temat tego zaburzenia osobowości. Skąd taki pomysł? Zauważyłam ostatnio u siebie niesamowite chwiejności nastrojów. Od kilku/kilkunastu dni wstaję rano ze łzami w oczach, nie mam siły się podnieść, nic mi się nie chcę. Najchętniej przykryłabym się kocem i leżała cały dzień w łóżku, a co najważniejsze: "Niech nikt nic do mnie nie mówi i niczego ode mnie nie chce!" Jednak, gdy już zdam sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała się ubrać i wyruszyć np. na uczelnię zaczynam się uśmiechać i cieszyć, że mam jakieś zajęcie i plany na nadchodzący dzień. Później znów dopada mnie chandra, ażeby podczas ćwiczeń na siłowni cieszyć się z każdego kolejnego "brzuszka". Oczywiście, do łóżka idę w złym humorze, że tak mało zrobiłam i zmarnowałam kolejny dzień.
Pozwolę sobie teraz zacytować fragment artykułu: " Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, preferencji. Uczucie wewnętrznej pustki. Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysu emocjonalnego. Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to, by nie zostać porzuconym (...) Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowych gratyfikacji. (...) "
Skądś znam ten fragment. Z własnego życia? Kiedyś byłam osobą pewną siebie, z konkretnym planem na przyszłość i celami, do których dążyłam. Teraz nie wiem jak będzie wyglądało moje życie za rok. Wydaję mi się, że chwilowo straciłam w ogóle nad tym kontrolę. Doczytałam w Internecie, że bardzo często na schorzenia typu Borderline zapadają osoby z tzw. "pokolenia T" czyli ci, którzy urodzili się podczas przemian ustrojowych. Mają obecnie 18-22 lata. Ja w lipcu kończę 22... Niekoniecznie te dwa fakty muszą być ze sobą powiązane. Może specjalnie szukam wytłumaczenia dla swoich często irracjonalnych zachowań. Sama nie wiem.
Na koniec umieszczę jeszcze jeden cytat z tego artykułu, który notabene gorąco polecam. Fragment nie jest związany z moim postem, ale niesamowicie mi się spodobał i długo nad nim debatowałam w swojej głowie: " Jesteśmy zakochani w ideale miłości, ale nie w niej samej. Wiemy, jak byśmy chcieli kochać i jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi" ...
Miłego wieczoru, kochani.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

