Wielki odzew na mój wcześniejszy post. Dziękuję za wszystkie słowa. Każde z nich traktuje jako coś bardzo ważnego. Wiem, że mam na kogo liczyć i pełno dobrych "aniołków" nade mną czuwa ;)
W ostatnim z postów przeżywałam małe załamanie. Dopiero później, gdy go przeczytałam zdałam sobie sprawę, jak tragicznie brzmi. Jednak uważam, że po to jest to miejsce, ten blog, aby pisać o tym co czuję aktualnie. Niezależnie od czasu, miejsca czy sytuacji.
Zainstalowałam sobie na telefonie aplikację, która oblicza moje kalorie spożyte podczas każdego, kolejnego dnia. Świetna sprawa, bo można tam dodawać również jakie ćwiczenia wykonaliśmy podczas danego dnia (samo oblicza ilość spalonych kalorii!).
Wracając do wcześniejszego tematu. Nie czuję się osobą chorą. Wierzę w to, że gdy przekroczę jakąś "granicę" przyznam się przed samym sobą do tego. Chociaż wiem, że to niesamowicie trudne. Panuję nad tym wszystkim. Po prostu chcę osiągnąć jakiś cel i bardzo mi na nim zależy. I dopnę swego. ;)
PS. Dzisiaj spędziłam cudny wieczór z moim T. Więcej takich wieczorów, a na pewno wszystko pójdzie OK!!
sobota, 3 maja 2014
środa, 30 kwietnia 2014
Niszczona od środka
Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje. Na pewno nie jest to dobre. Wyniszczam sama siebie od środka. Jakbym sama sobie wbijała nóż w serce. To że jestem gruba wie każdy, tylko jakoś nikt nie potrafi przyznać mi racji. Codziennie jak spoglądam w lustro widzę obrzydliwie spasioną twarz, grube ramiona; tłusty, zwisający brzuch. Nie pomaga nic. Odchudzające herbatki, picie dużych ilości wody, ograniczenie Jedzenia do niezbędnego minimum.
Chyba po prostu taka się urodziłam, i taka pozostanę. Ale to niesamowicie boli. Czuję, ze idąc ulicą ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Śmieją się za plecami, bo jestem zbyt gruba. Oczywiście, nikt mnie mi tego nie powie prosto w oczy, ale ja to wiem. A dzisiaj wieczorem zjadłam jeszcze ciasto.. Jakby brakowało mi kilogramów to musiałam jeszcze wpakować w siebie to CIASTO! Jedzenie psuje mnie. Odbiera mi chęć do wszystkiego. Jest dosłownie wszędzie. Budzę się i myślę o śniadaniu (które i tak często omijam). Przychodzi pora obiadu. Potrafię opanować głód. Najgorsze są wieczory. Są katuszą. Najchętniej przespałabym cały wieczór, od 18:00 do rana. Boję się przechodzić obok lodówki wiedząc, że jest w niej coś kalorycznego, co mogłabym pochłonąć.
Boję się Jedzenia? To żałosne. Jak mam poradzić sobie w życiu, skoro Jedzenie nade mną panuje? Potrzebuję wsparcia, ale gdy ktoś wyciąga do mnie dłoń, to ja odsuwam swoją. Muszę sama wyjść z inicjatywą. Nie, nie do psychologa. Jestem zdrowa. Nie mam zaburzeń odżywiania. Chyba jeżeli chodzi o otyłość. Bo czuję się otyła. Bo jestem otyła.
Wielka, nieporęczna, olbrzymia, niezgrabna, obleśna, niczyja. Niczyja.
Chyba po prostu taka się urodziłam, i taka pozostanę. Ale to niesamowicie boli. Czuję, ze idąc ulicą ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Śmieją się za plecami, bo jestem zbyt gruba. Oczywiście, nikt mnie mi tego nie powie prosto w oczy, ale ja to wiem. A dzisiaj wieczorem zjadłam jeszcze ciasto.. Jakby brakowało mi kilogramów to musiałam jeszcze wpakować w siebie to CIASTO! Jedzenie psuje mnie. Odbiera mi chęć do wszystkiego. Jest dosłownie wszędzie. Budzę się i myślę o śniadaniu (które i tak często omijam). Przychodzi pora obiadu. Potrafię opanować głód. Najgorsze są wieczory. Są katuszą. Najchętniej przespałabym cały wieczór, od 18:00 do rana. Boję się przechodzić obok lodówki wiedząc, że jest w niej coś kalorycznego, co mogłabym pochłonąć.
Boję się Jedzenia? To żałosne. Jak mam poradzić sobie w życiu, skoro Jedzenie nade mną panuje? Potrzebuję wsparcia, ale gdy ktoś wyciąga do mnie dłoń, to ja odsuwam swoją. Muszę sama wyjść z inicjatywą. Nie, nie do psychologa. Jestem zdrowa. Nie mam zaburzeń odżywiania. Chyba jeżeli chodzi o otyłość. Bo czuję się otyła. Bo jestem otyła.
Wielka, nieporęczna, olbrzymia, niezgrabna, obleśna, niczyja. Niczyja.
wtorek, 15 kwietnia 2014
ważne!
Motto na dziś: Im bardziej się starasz, tym większe g*wno wychodzi.
Morał z tego prosty i powszechnie znany: nie staraj się za bardzo, bo i tak zostaniesz wyciulany.
Czasem po prostu warto odpuścić, bo ktoś nie zasługuje, aby coś dla niego zrobić.
Morał z tego prosty i powszechnie znany: nie staraj się za bardzo, bo i tak zostaniesz wyciulany.
Czasem po prostu warto odpuścić, bo ktoś nie zasługuje, aby coś dla niego zrobić.
Dobranoc!
niedziela, 13 kwietnia 2014
Nowa twarz?
Witajcie! Uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej od 1 października zaczynam nowy kierunek studiów, a co za tym idzie, poznam nowych ludzi. Nie chciałabym wtedy wyglądać tak jak teraz. Chciałabym być szczupła i odświeżona! Przecież pierwsze wrażenie jest tylko raz!
Muszę schudnąć - to na pewno. Dbam o siebie, regularnie ćwiczę Insanity i staram się biegać, ale popełniam też dużo żywieniowych grzeszków. Czasem podjadam chipsy (!!!)... Spotykam się z przyjaciółkami czy ze znajomymi i trudno jest mi sobie odmówić. A sami wiecie jak to nieziemsko wciąga! Jem również zbyt późno kolacje... Uwielbiam jeść wieczorem, przy kochanym serialu i pod kocykiem. Wtedy je się naprawdę cudownie. Dlaczego????
Nie wiem czy ustalanie kolejnych zasad ma jakikolwiek sens. Po prostu, chcę schudnąć. Przede wszystkim muszę zająć się brzuchem, bo to moja najbardziej problematyczna część ciała. Jeżeli chodzi o ćwiczenia to staram się naprawdę być systematyczna i sumienna, ale jedzenie mi to wszystko niszczy. To nie jest tak, że obżeram się niemiłosiernie każdego wieczora, ale mogłoby być tego zdecydowanie mniej. Wczoraj np. poszłam spać bez kolacji i budząc się rano miałam taki płaściutki brzuszek <3 Marzę, żeby mieć taki cały czas. A tu zbliżają się Święta Wielkanocne! Znów jakieś sałatki, ciasteczka, obiadki... Jak to wszystko przetrwać? Jak wytłumaczyć innym, że walczę o szczupłe ciało?
Przyjechałam do domu po dłuższej nieobecności i mama powiedziała, że strasznie schudłam po twarzy... Że jestem blada i taka "nieszczęśliwa". Jak mam być szczęśliwa kiedy czuję się źle w swoim ciele? Walczę o każdą kropelkę potu i nie widzę efektów. Odmawiam sobie naprawdę wiele przyjemności i co? NIC! Albo ja jestem ślepa, albo naprawdę coś ze mną jest nie tak. Nie wierzę mojej mamie, że schudłam. Gdyby tak było mój T. też by mi to powiedział, a jakoś milczy.
Boję się, że w końcu pojawi się jeden moment słabości i rzucę tym wszystkim. I ćwiczeniami, i dietą! A wtedy nie wiem, co będzie dalej....
Muszę schudnąć - to na pewno. Dbam o siebie, regularnie ćwiczę Insanity i staram się biegać, ale popełniam też dużo żywieniowych grzeszków. Czasem podjadam chipsy (!!!)... Spotykam się z przyjaciółkami czy ze znajomymi i trudno jest mi sobie odmówić. A sami wiecie jak to nieziemsko wciąga! Jem również zbyt późno kolacje... Uwielbiam jeść wieczorem, przy kochanym serialu i pod kocykiem. Wtedy je się naprawdę cudownie. Dlaczego????
Nie wiem czy ustalanie kolejnych zasad ma jakikolwiek sens. Po prostu, chcę schudnąć. Przede wszystkim muszę zająć się brzuchem, bo to moja najbardziej problematyczna część ciała. Jeżeli chodzi o ćwiczenia to staram się naprawdę być systematyczna i sumienna, ale jedzenie mi to wszystko niszczy. To nie jest tak, że obżeram się niemiłosiernie każdego wieczora, ale mogłoby być tego zdecydowanie mniej. Wczoraj np. poszłam spać bez kolacji i budząc się rano miałam taki płaściutki brzuszek <3 Marzę, żeby mieć taki cały czas. A tu zbliżają się Święta Wielkanocne! Znów jakieś sałatki, ciasteczka, obiadki... Jak to wszystko przetrwać? Jak wytłumaczyć innym, że walczę o szczupłe ciało?
Przyjechałam do domu po dłuższej nieobecności i mama powiedziała, że strasznie schudłam po twarzy... Że jestem blada i taka "nieszczęśliwa". Jak mam być szczęśliwa kiedy czuję się źle w swoim ciele? Walczę o każdą kropelkę potu i nie widzę efektów. Odmawiam sobie naprawdę wiele przyjemności i co? NIC! Albo ja jestem ślepa, albo naprawdę coś ze mną jest nie tak. Nie wierzę mojej mamie, że schudłam. Gdyby tak było mój T. też by mi to powiedział, a jakoś milczy.
Boję się, że w końcu pojawi się jeden moment słabości i rzucę tym wszystkim. I ćwiczeniami, i dietą! A wtedy nie wiem, co będzie dalej....
poniedziałek, 31 marca 2014
Insanity Workout Program
Cześć! Dzięki mojej przyjaciółce poznałam nowy program ćwiczeniowy o nazwie "Insanity Workout Program". Jest mega intenstywny. Dzisiaj zaliczyłam pierwszy dzień. Dosłownie "lało się" ze mnie ;)
I jestem z siebie dumna! Rano wstałam i poszłam biegać. Zwiedziłam okolice mojego mieszkania i przebiegłam około 5,5 kilometrów! Bez zatrzymywania ;) To dało mi energię do działania na cały dzień. Pojechałam do biblioteki i oddałam zaległe książki.
Gdy rano zrobiłam coś dla ciała to popołudniu zrobiłam coś dla duszy i obejrzałam całego "Upiora w operze"! Uwielbiam, bo gra tam mój Gerard Butler :)
O 19 podjęłam wyzwanie Insanity. Oczywiście robiłam sobie przerwy, bo jak już mówiłam trening jest bardzo intensywny. Wrzucę Wam cały rozkład ćwiczeń, więc jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę to polecam! Może to jest klucz do sukcesu?
Jest to program na 9 tygodni. Moja przyjaciółka już raz przeszła cały i bardzo sobie chwaliła. Oczywiście ważna jest również odpowiednia dieta i regularne posiłki (!!!!) z czym u mnie jest na bakier. Rano w ogóle nie chce mi się jeść, a wieczorem mogłabym pochłonąć bez problemu całą lodówkę :D
Wpisujecie sobie nazwę tego treningu w google i wyskakuje Wam około 40 minutowy filmik z treningiem. Lato się zbliża, więc walczymy!!!! :)
I jestem z siebie dumna! Rano wstałam i poszłam biegać. Zwiedziłam okolice mojego mieszkania i przebiegłam około 5,5 kilometrów! Bez zatrzymywania ;) To dało mi energię do działania na cały dzień. Pojechałam do biblioteki i oddałam zaległe książki.
Gdy rano zrobiłam coś dla ciała to popołudniu zrobiłam coś dla duszy i obejrzałam całego "Upiora w operze"! Uwielbiam, bo gra tam mój Gerard Butler :)
O 19 podjęłam wyzwanie Insanity. Oczywiście robiłam sobie przerwy, bo jak już mówiłam trening jest bardzo intensywny. Wrzucę Wam cały rozkład ćwiczeń, więc jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę to polecam! Może to jest klucz do sukcesu?
Jest to program na 9 tygodni. Moja przyjaciółka już raz przeszła cały i bardzo sobie chwaliła. Oczywiście ważna jest również odpowiednia dieta i regularne posiłki (!!!!) z czym u mnie jest na bakier. Rano w ogóle nie chce mi się jeść, a wieczorem mogłabym pochłonąć bez problemu całą lodówkę :D
Wpisujecie sobie nazwę tego treningu w google i wyskakuje Wam około 40 minutowy filmik z treningiem. Lato się zbliża, więc walczymy!!!! :)
środa, 26 marca 2014
Tysiąc myśli na minutę
Nieuchronnie zbliża się czas podejmowania życiowych decyzji. Zostać w Krakowie? Wrócić do domu? Iść na dzienne studia? Czy zaoczne? Tyle myśli, tyle pomysłów... Nie wiem, czy tylko ze mną jest coś nie tak, że nie wiem, czego chcę od życia?
Moja mama jest dla mnie niesamowicie ważną osobą. Może dlatego, że jestem jedynaczką i zawsze traktowałam ją raczej jak swoją przyjaciółkę. Jak już wiecie bardzo chciałabym rozpocząć studia prawnicze od następnego roku akademickiego. Jednak ona przekonuje mnie, że to może być zły pomysł. Te studia trwają 5 lat, a przez ten czas wiele może się zmienić. Może pojawić się mąż, a może nawet dziecko? Wówczas pozostanę z niczym, bo pewnie nie byłoby czasu na naukę prawa karnego.
Mama podpowiada mi, żebym szła za ciosem i zdecydowała się na pedagogikę społeczno-opiekuńczą. Wówczas będę pełnoprawnym pracownikiem socjalnym z wykształceniem pedagogicznym. Otworzą się przede mną nowe drogi kariery. Ale z drugij strony jest tylu pedagogów w Polsce, że wiem jak ciężko jest później o jakiś stały etat.
Sama już nie wiem. Jestem w kropce. Totalnej kropce. Macie jakieś pomysły na rozwiązanie mojego problemu? Pomóżcie, kochani, pomóżcie!!!
PS. Zakwasy po treningu są świetne jako podsumowanie aktywnego dnia! ;)
Moja mama jest dla mnie niesamowicie ważną osobą. Może dlatego, że jestem jedynaczką i zawsze traktowałam ją raczej jak swoją przyjaciółkę. Jak już wiecie bardzo chciałabym rozpocząć studia prawnicze od następnego roku akademickiego. Jednak ona przekonuje mnie, że to może być zły pomysł. Te studia trwają 5 lat, a przez ten czas wiele może się zmienić. Może pojawić się mąż, a może nawet dziecko? Wówczas pozostanę z niczym, bo pewnie nie byłoby czasu na naukę prawa karnego.
Mama podpowiada mi, żebym szła za ciosem i zdecydowała się na pedagogikę społeczno-opiekuńczą. Wówczas będę pełnoprawnym pracownikiem socjalnym z wykształceniem pedagogicznym. Otworzą się przede mną nowe drogi kariery. Ale z drugij strony jest tylu pedagogów w Polsce, że wiem jak ciężko jest później o jakiś stały etat.
Sama już nie wiem. Jestem w kropce. Totalnej kropce. Macie jakieś pomysły na rozwiązanie mojego problemu? Pomóżcie, kochani, pomóżcie!!!
PS. Zakwasy po treningu są świetne jako podsumowanie aktywnego dnia! ;)
wtorek, 18 marca 2014
progres?
Witajcie, kochani! Wróciłam z Londynu cała i zdrowa. Nie pisałam wcześniej, bo na uczelni teraz mam lekki zawrót głowy. Wszyscy szaleją z pracą licencjacką i już zaczna się lekka panika. Ja również należę do tego szacownego grona, chociaż wszystko robię na czas, a nawet z lekkim wyprzedzeniem.
Jestem już po napisaniu części merytorycznej, zrobiłam badania niezbędne do pracy. Przede mną straszna analiza wyników. Nie jest to proste, chociaż na pierwszy rzut oka takie by się wydawało.
Kosztuje to wiele czasu, główkowania nad zmiennymi, tabelkami, wykresami itp. Nic przyjemnego. Jednak już 35 strona pracy za mną. Progres?
Najgorsze jest to, że moja Pani Promotor ma nas totalnie "gdzieś" i nie możemy zbytnio liczyć na jej pomoc. Co prawda spotkania odbywają się w miarę regularnie, jednak nie dowiadujemy się na nich nic nowego!
Poza pisaniem, chodzę sobie regularnie na siłownię czyli wszystko po staremu ;) Jest dobrze! :*
Jestem już po napisaniu części merytorycznej, zrobiłam badania niezbędne do pracy. Przede mną straszna analiza wyników. Nie jest to proste, chociaż na pierwszy rzut oka takie by się wydawało.
Kosztuje to wiele czasu, główkowania nad zmiennymi, tabelkami, wykresami itp. Nic przyjemnego. Jednak już 35 strona pracy za mną. Progres?
Najgorsze jest to, że moja Pani Promotor ma nas totalnie "gdzieś" i nie możemy zbytnio liczyć na jej pomoc. Co prawda spotkania odbywają się w miarę regularnie, jednak nie dowiadujemy się na nich nic nowego!
Poza pisaniem, chodzę sobie regularnie na siłownię czyli wszystko po staremu ;) Jest dobrze! :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
