Wracam. Błagam, wybaczcie mi...
Ale dlaczego Wy macie mi wybaczać? Ja sama powinnam sobie przebaczyć to, jaki los zafundowałam swojemu ciału.
Wracam. Nie powiem, że tęskniłam za problemami. Musiałabym być chora. W sumie jestem chora. Psychicznie.
Wracam. Nie umiem normalnie funkcjonować. Przez ostatnie parę miesięcy chciałam zapomnieć o ED, o kaloriach, o moich spasionym brzuchu i nogach. "UDAWAŁAM" kogoś innego! Kogo oszukiwałam? Chyba tylko samą siebie.
Wracam. Wróciłam dzisiaj patrząc na siebie w odbiciu sklepowej witryny.
Wracam. Nie wiem, co u Was. Ale błagam, jeszcze nigdy nie potrzebowałam tak wsparcia "naszego świata". Wyciągnijcie do mnie rękę, mimo że kilka miesięcy temu ją odepchnęłam. Proszę.
Wracam. Jeśli tak ma moje życie wyglądać, Boże zabierz mnie stąd. Nie chcę tu być.... Mówię tego w pełni świadoma swoich słów. Takie życie nie ma sensu....
Wracam. Cofam się? Nie. Idę krok do przodu. W przepaść. Świadomie.
Pomóżcie. Błagam.....
PS. 59 kg. Cała wcześniejsza walka została spier*****!!!!!!
PS2. Umarł król. Niech żyje król. . .
czwartek, 22 stycznia 2015
wtorek, 16 września 2014
Pauza.
Zawieszam na jakis czas bloga. Za dużo mnie kosztuje czytanie tych negatywnych komentarzy.
Możliwe ze pożegnam sie z nim na stałe. Muszę to przemyśleć.
Pozdrawiam,
A.
Możliwe ze pożegnam sie z nim na stałe. Muszę to przemyśleć.
Pozdrawiam,
A.
sobota, 6 września 2014
Drogi Anonimie!
Kochany Anonimie. Mam dość wszechobecnej krytyki ze strony osób, które nie mają tyle odwagi, aby przyznać się do swojej tożsamości... Niby nie powinnam się nimi przejmować, ale jestem osobą wrażliwą, która jest podatna na opinię innych osób, nawet tych które nie znam. Dlatego pozdrawiam Cię środkowym palcem! Nie dlatego, że krytykujesz i wyśmiewasz moje postanowienia, ale dlatego, że jesteś takim TCHÓRZEM że nie potrafisz powiedzieć kim jesteś.
Mam dość ciągłej krytyki z każdej strony. Czasem mam wrażenie, że niektórzy po prostu zazdroszczą mi mojej miłości. Nie związku, ale Miłości tak silnej, że jestem w stanie pokonać wszelkie przeciwności. Życzę każdemu, aby kiedyś kochał tak mocno, aby mógł wybaczyć ... nawet zdradę. I nie okazuję w ten sposób swojej NAIWNOŚCI, ale umiejętność wybaczania. Nie zapomnienia, ale WYBACZANIA. Wiem, że dla niektórych to słowo jest obce.
Kiedyś przeczytałam takie słowa wypowiedziane przez starszą osobę: "Wnuczku, kiedyś to, co się popsuło próbowało się naprawić, a teraz od razu zamienia się na nowe". Ja próbuję, ja się staram, a nie wyrzucam do śmietnika i szukam lepszego modelu.
Od dzisiaj weryfikuję wszystkie komentarze, które będą zamieszczane na moim blogu. Jeżeli ktoś się nie podpisze przynajmniej mailem, nie będę ich publikować. Nie dlatego, że krytykują moją osobę, ale nie mam ochoty tolerować chamstwa i braku jakiejkolwiek empatii.
Pozdrawiam serdecznie osoby, które mają na tyle odwagi że potrafią się podpisać pod swoją wypowiedzią.
Mam dość ciągłej krytyki z każdej strony. Czasem mam wrażenie, że niektórzy po prostu zazdroszczą mi mojej miłości. Nie związku, ale Miłości tak silnej, że jestem w stanie pokonać wszelkie przeciwności. Życzę każdemu, aby kiedyś kochał tak mocno, aby mógł wybaczyć ... nawet zdradę. I nie okazuję w ten sposób swojej NAIWNOŚCI, ale umiejętność wybaczania. Nie zapomnienia, ale WYBACZANIA. Wiem, że dla niektórych to słowo jest obce.
Kiedyś przeczytałam takie słowa wypowiedziane przez starszą osobę: "Wnuczku, kiedyś to, co się popsuło próbowało się naprawić, a teraz od razu zamienia się na nowe". Ja próbuję, ja się staram, a nie wyrzucam do śmietnika i szukam lepszego modelu.
Od dzisiaj weryfikuję wszystkie komentarze, które będą zamieszczane na moim blogu. Jeżeli ktoś się nie podpisze przynajmniej mailem, nie będę ich publikować. Nie dlatego, że krytykują moją osobę, ale nie mam ochoty tolerować chamstwa i braku jakiejkolwiek empatii.
Pozdrawiam serdecznie osoby, które mają na tyle odwagi że potrafią się podpisać pod swoją wypowiedzią.
środa, 3 września 2014
#comeback!
Witajcie, kochani. Wróciłam wczoraj z wakacji. Było .... cudownie. Tego się spodziewałam. Wakacje najlepsze na jakich było mi nade być. Grecka wyspa to wspaniałe miejsce, zarówno do odpoczynku jak i szaleństw. Poniżej wrzucę parę zdjęć, aby lepiej zobrazować miejsce mojego 8dniowego pobytu. Moje stosunki z T. poprawiły się diametralnie. Wiem, że w okresie wakacyjnym, gdzie człowiek nie ma zmartwień, problemów życia codziennego oraz ciągle odpoczywa, nie trudno o zdrowe relacje. Jednak czuję (mam nadzieję, OGROMNĄ nadzieję), że wreszcie się dotarliśmy i zrozumieliśmy jak bardzo do tej pory się raniliśmy.
Usłyszałam od T. : "Kocham Cię. Czy Ci się to podoba czy nie. Nic tego nie zmieni, bo jesteś kobietą mojego życia. Wiem, że zawaliłem pod każdym względem, ale wiedz, że nie wyobrażam sobie chociaż jednego dnia, abyś należała do kogoś innego...". Popłakałam się. Wiecie, że jestem wrażliwa i ogólnie potrafię beczeć nawet na reklamie oliwki dla dzieci... Ale w tej chwili, jednym momencie, zrozumiałam jaki ten człowiek jest dla mnie ważny. Ważniejszy od każdego innego.
Nie zapomniałam tego, co mi zrobił, ale wiem, że nie jest złym człowiekiem... Tylko ten alkohol potrafi zaburzyć mu racjonalne myślenie.... Wszystko przez %.... Szatański wynalazek!
Dieta. Nie była zadowalająca. Pozwalałam sobie na wiele, bo inni patrzyli mi na talerz. Dziewczyny, które spotkałyśmy w Rodos powiedziały, że jem jak ptaszek... Dla mnie było to dużo za dużo.
Niestety, w jednym dniu kiedy chciałam szybko oczyścić swój żołądek z ciastka, które zjadłam na lunch.... nie domknęłam drzwi od toalety i nie słyszałam kiedy T. wszedł do pokoju... Zobaczył mnie w takim stanie. Stanie pobulimicznego obrzydlistwa. Miałam szklane oczy od łez. Prosiłam, żeby nie dzwonił do mamy. Niestety, popatrzył się na mnie i wykręcił numer. Powiedział jej, że wymiotuje po jedzeniu i ogólnie prawie nic nie chce przełknąć. Rozpętało się piekło. Mama płakała, ja też. To nie było dobre popołudnie :( ....
Gdy wróciłam wczoraj mama powiedziała, że będę jeść przy niej posiłki. Wszystkie. I tak dzisiaj jadłam z nią śniadanie (kromkę chleba z twarożkiem) i obiad (zupę), a z ojcem będę musiała zjeść kolację. Nie wróży to nic dobrego.
Na szczęście, październik za pasem. Znów będę wolna. Nigdy nie przytyję. Choćby nie wiem, co.
Dziękuję T. za cudowne chwile. Wiem, że i tak tego nie przeczytasz, ale dziękuję.....
Usłyszałam od T. : "Kocham Cię. Czy Ci się to podoba czy nie. Nic tego nie zmieni, bo jesteś kobietą mojego życia. Wiem, że zawaliłem pod każdym względem, ale wiedz, że nie wyobrażam sobie chociaż jednego dnia, abyś należała do kogoś innego...". Popłakałam się. Wiecie, że jestem wrażliwa i ogólnie potrafię beczeć nawet na reklamie oliwki dla dzieci... Ale w tej chwili, jednym momencie, zrozumiałam jaki ten człowiek jest dla mnie ważny. Ważniejszy od każdego innego.
Nie zapomniałam tego, co mi zrobił, ale wiem, że nie jest złym człowiekiem... Tylko ten alkohol potrafi zaburzyć mu racjonalne myślenie.... Wszystko przez %.... Szatański wynalazek!
Dieta. Nie była zadowalająca. Pozwalałam sobie na wiele, bo inni patrzyli mi na talerz. Dziewczyny, które spotkałyśmy w Rodos powiedziały, że jem jak ptaszek... Dla mnie było to dużo za dużo.
Niestety, w jednym dniu kiedy chciałam szybko oczyścić swój żołądek z ciastka, które zjadłam na lunch.... nie domknęłam drzwi od toalety i nie słyszałam kiedy T. wszedł do pokoju... Zobaczył mnie w takim stanie. Stanie pobulimicznego obrzydlistwa. Miałam szklane oczy od łez. Prosiłam, żeby nie dzwonił do mamy. Niestety, popatrzył się na mnie i wykręcił numer. Powiedział jej, że wymiotuje po jedzeniu i ogólnie prawie nic nie chce przełknąć. Rozpętało się piekło. Mama płakała, ja też. To nie było dobre popołudnie :( ....
Gdy wróciłam wczoraj mama powiedziała, że będę jeść przy niej posiłki. Wszystkie. I tak dzisiaj jadłam z nią śniadanie (kromkę chleba z twarożkiem) i obiad (zupę), a z ojcem będę musiała zjeść kolację. Nie wróży to nic dobrego.
Na szczęście, październik za pasem. Znów będę wolna. Nigdy nie przytyję. Choćby nie wiem, co.
| Mój widok z balkonu wieczorem |
| przyhotelowy basen za dnia |
| miejscowość Lindos (Rodos) |
| Miejscowość Lindos (Rodos) |
| Centrum Faliraki (Rodos) |
Dziękuję T. za cudowne chwile. Wiem, że i tak tego nie przeczytasz, ale dziękuję.....
niedziela, 24 sierpnia 2014
#Rhodes
Wreszcie jutro wyjazd na upragnione wakacje. Jest lepiej niż we czwartek z racji tego, że dopadła mnie grypa żołądkowa i po prostu musiałam ograniczyć jedzenie do minimum. Wczoraj, dla przykładu, zjadłam/wypiłam tylko koktajl jagodowy domowej roboty, bez cukru.
Brzuch nie jest płaski, ale na pewno jest lepiej niż ostatnio. Przyznam się, ze we czwartek dosłownie przeżyłam załamanie nerwowe... Jak dzisiaj przeczytałam ten post wcześniejszy to sama się przeraziłam, ile w nim było nienawiści do samej siebie.
Mimo wszystko do psychologa wrócić nie planuję. Wiem, ze może to jest najgorsza rzecz jaką zrobię, może na wakacjach przemyśle to wszystko i podejmę lepszą decyzję.
Nie chcę przytyć. A wiem, że i dietetyk i psycholog na pewno kazaliby mi jeść więcej, kaloryczniej i na pewno .... zdrowiej. Zdrowie = dodatkowe kilogramy. To nie dla mnie.
Przez tydzień mnie nie będzie na Internecie, dlatego serdecznie Was pozdrawiam i żegnam na te siedem dni!
Trzymajcie się chudo i pamiętajcie: NO PAIN, NO GAIN!
xoxo,
A.
Brzuch nie jest płaski, ale na pewno jest lepiej niż ostatnio. Przyznam się, ze we czwartek dosłownie przeżyłam załamanie nerwowe... Jak dzisiaj przeczytałam ten post wcześniejszy to sama się przeraziłam, ile w nim było nienawiści do samej siebie.
Mimo wszystko do psychologa wrócić nie planuję. Wiem, ze może to jest najgorsza rzecz jaką zrobię, może na wakacjach przemyśle to wszystko i podejmę lepszą decyzję.
Nie chcę przytyć. A wiem, że i dietetyk i psycholog na pewno kazaliby mi jeść więcej, kaloryczniej i na pewno .... zdrowiej. Zdrowie = dodatkowe kilogramy. To nie dla mnie.
Przez tydzień mnie nie będzie na Internecie, dlatego serdecznie Was pozdrawiam i żegnam na te siedem dni!
Trzymajcie się chudo i pamiętajcie: NO PAIN, NO GAIN!
xoxo,
A.
środa, 20 sierpnia 2014
#pomocy!
Przez ostatni czas starałam się wrócić na dobrą drogę. Jadłam regularnie, dość zdrowo. Mój psycholog powiedział, że nie powinnam patrzeć w lustro przez jakiś okres czasu. Słuchałam się go i omijałam je szeroki łukiem. Byłam szczęśliwsza mogąc "zapomnieć" o perfekcji.
Dzisiaj przymierzyłam strój kąpielowy, który dostałam od rodziców z wakacji. Popłakałam się. Mój brzuch wygląda jak wielki balon. Tak walczyłam o niego przez parę dobrych miesięcy...
I co? Psycholog mi pomógł? Jestem szczęśliwa bez bulimii? NIE! Jest źle, tragicznie i sama nie wiem, czy w ogóle pokaże się w tym stroju ludziom. W czy w ogóle pokaże się na plaży. Teraz siedzę przed lustrem i płaczę. Moje starania legły w gruzach. Jestem spasioną świnią.
Nigdy więcej nie pójdę już do psychologa. Zniszczył mój wysiłek. Od teraz do poniedziałku nie jem chleba, ziemniaków, makaronów, ani niczego co ma dużo kalorii. Muszę przez cztery dni dojść do płaskiego brzucha nawet jeżeli miałabym nie jeść w ogóle nic.
Te wakacje kosztowały mnie niesamowicie dużo. Zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Dlaczego z Nim jadę? Bo go kocham i chcę dać nam szansę. Wiem, że to głupota z mojej strony, ale czuję że robię dobrze. On bardzo żałuje, zmienił się. Zaufam mu ostatni raz. Jeżeli jeszcze raz mnie zawiedzie na jakiejkolwiek płaszczyźnie, odchodzę.
Teraz chcę odpocząć na wakacjach, zrelaksować się i zapomnieć o ostatnich kilku miesiącach. Były koszmarne. Wymioty, waga, jedzenie, ćwiczenia, płacz, depresja... Te słowa gościły w mojej głowie najczęsciej.
Muszę wytrzeć łzy, przestać jeść i wrócić na DOBRĄ drogę. Ale dobrą dla mnie, a nie dla mojego otoczenia, które chce żebym była "zdrowa". Nie będę. Gruba= chora. Chuda = zdrowa. To moja decyzja. Klamka zapadła.
Żegnaj, Pani Psycholog. Pa pa............
Ps. Napiszę w niedziele wieczorem jak wygląda stan mojego brzucha. Błagam, trzymajcie kciuki żebym była z siebie zadowolona.
Dzisiaj przymierzyłam strój kąpielowy, który dostałam od rodziców z wakacji. Popłakałam się. Mój brzuch wygląda jak wielki balon. Tak walczyłam o niego przez parę dobrych miesięcy...
I co? Psycholog mi pomógł? Jestem szczęśliwa bez bulimii? NIE! Jest źle, tragicznie i sama nie wiem, czy w ogóle pokaże się w tym stroju ludziom. W czy w ogóle pokaże się na plaży. Teraz siedzę przed lustrem i płaczę. Moje starania legły w gruzach. Jestem spasioną świnią.
Nigdy więcej nie pójdę już do psychologa. Zniszczył mój wysiłek. Od teraz do poniedziałku nie jem chleba, ziemniaków, makaronów, ani niczego co ma dużo kalorii. Muszę przez cztery dni dojść do płaskiego brzucha nawet jeżeli miałabym nie jeść w ogóle nic.
Te wakacje kosztowały mnie niesamowicie dużo. Zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Dlaczego z Nim jadę? Bo go kocham i chcę dać nam szansę. Wiem, że to głupota z mojej strony, ale czuję że robię dobrze. On bardzo żałuje, zmienił się. Zaufam mu ostatni raz. Jeżeli jeszcze raz mnie zawiedzie na jakiejkolwiek płaszczyźnie, odchodzę.
Teraz chcę odpocząć na wakacjach, zrelaksować się i zapomnieć o ostatnich kilku miesiącach. Były koszmarne. Wymioty, waga, jedzenie, ćwiczenia, płacz, depresja... Te słowa gościły w mojej głowie najczęsciej.
Muszę wytrzeć łzy, przestać jeść i wrócić na DOBRĄ drogę. Ale dobrą dla mnie, a nie dla mojego otoczenia, które chce żebym była "zdrowa". Nie będę. Gruba= chora. Chuda = zdrowa. To moja decyzja. Klamka zapadła.
Żegnaj, Pani Psycholog. Pa pa............
Ps. Napiszę w niedziele wieczorem jak wygląda stan mojego brzucha. Błagam, trzymajcie kciuki żebym była z siebie zadowolona.
piątek, 8 sierpnia 2014
#diagnoza
Witajcie. Poszłam z moją "anemią" do lekarza. Dostałam koszyk lekarstw i skierowanie do psychologa. Dlaczego? Bo zbyt schudłam według Pani Doktor. Poszłam więc jak Grzeczna A. do psychologa. Pierwszy raz w życiu. Zwykła rozmowa. Konsultacje.
Pani Psycholog rozmawiała ze mną o mojej diecie, o zaburzeniach, o przeszłości. Całość trwała godzinę, a mi wydaję się jakbym siedziała tam sto lat. Powiedziałam jej wszystko, co siedziało na "żołądku". Diagnoza nie została jeszcze postawiona w stu procentach, ale podejrzenie anoreksji bulimicznej vs. samej bulimii.
1) Anoreksja bulimiczna - czyli mało jesz, ale zdarza Ci się napad, obżerasz się i przez wyrzuty sumienia wszystko zwracasz.
2) Bulimia - chyba nie muszę tłumaczyć.
<3
Następna wizyta była w tamten poniedziałek. Muszę opowiadać o tym, dlaczego się odchudzam, co powoduje że się głodzę, dlaczego nienawidzę siebie i chcę się zniszczyć. Nie wiem, czy to cokolwiek pomaga.
Dlaczego zdecydowałam się na ten krok? Bo widzę jak moja mama cierpi. Wyjechali teraz na wakacje, na dwa tygodnie zostawili mnie samą. To straszne. Obżeram się i wymiotuje na zmianę. Sama nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Dodatkowo dochodzą jeszcze ćwiczenia, które są gwoździem do trumny, bo mnie mam na nie po prostu siły!
Sama nie wiem kiedy zachorowałam. Może już pięć lat temu, kiedy postanowiłam się odchudzać? Może dzisiaj? Może wczoraj? Kiedy?!
Boję się tych co tygodniowych spotkań z Panią Psycholog. Boję się usłyszeć diagnozy: BULIMICZKA! To zostanie mi na całe życie. Anorektyczka czy bulimiczka nigdy nie wyleczy się ze swojego uzależnienia, podobnie jak alkoholik.
Moja mama nie wie o wizytach u psychologa. Nie chce jej dobijać. Od pewnego czasu zaczęłam się rzucać na jedzenie. Wcześniej wolałam głodówki. Teraz czuję do siebie wstręt. Gdy nikt mnie nie kontroluje, "nie stoi nade mną" to zaczyna robić się naprawdę niebezpieczne.
Jeszcze ta cała sytuacja z T. dobiła mnie totalnie. I chyba to w znacznej mierze wpłynęło na pogorszenie mojego stanu zdrowia i panowania nad jedzeniem.
xoxo.
Pani Psycholog rozmawiała ze mną o mojej diecie, o zaburzeniach, o przeszłości. Całość trwała godzinę, a mi wydaję się jakbym siedziała tam sto lat. Powiedziałam jej wszystko, co siedziało na "żołądku". Diagnoza nie została jeszcze postawiona w stu procentach, ale podejrzenie anoreksji bulimicznej vs. samej bulimii.
1) Anoreksja bulimiczna - czyli mało jesz, ale zdarza Ci się napad, obżerasz się i przez wyrzuty sumienia wszystko zwracasz.
2) Bulimia - chyba nie muszę tłumaczyć.
<3
Następna wizyta była w tamten poniedziałek. Muszę opowiadać o tym, dlaczego się odchudzam, co powoduje że się głodzę, dlaczego nienawidzę siebie i chcę się zniszczyć. Nie wiem, czy to cokolwiek pomaga.
Dlaczego zdecydowałam się na ten krok? Bo widzę jak moja mama cierpi. Wyjechali teraz na wakacje, na dwa tygodnie zostawili mnie samą. To straszne. Obżeram się i wymiotuje na zmianę. Sama nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Dodatkowo dochodzą jeszcze ćwiczenia, które są gwoździem do trumny, bo mnie mam na nie po prostu siły!
Sama nie wiem kiedy zachorowałam. Może już pięć lat temu, kiedy postanowiłam się odchudzać? Może dzisiaj? Może wczoraj? Kiedy?!
Boję się tych co tygodniowych spotkań z Panią Psycholog. Boję się usłyszeć diagnozy: BULIMICZKA! To zostanie mi na całe życie. Anorektyczka czy bulimiczka nigdy nie wyleczy się ze swojego uzależnienia, podobnie jak alkoholik.
Moja mama nie wie o wizytach u psychologa. Nie chce jej dobijać. Od pewnego czasu zaczęłam się rzucać na jedzenie. Wcześniej wolałam głodówki. Teraz czuję do siebie wstręt. Gdy nikt mnie nie kontroluje, "nie stoi nade mną" to zaczyna robić się naprawdę niebezpieczne.
Jeszcze ta cała sytuacja z T. dobiła mnie totalnie. I chyba to w znacznej mierze wpłynęło na pogorszenie mojego stanu zdrowia i panowania nad jedzeniem.
xoxo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)