Ale się wkopałam.... Pokrótce postaram się Wam przybliżyć moją obecną sytuację. Mam kolegę, z którym znamy się od najmłodszych lat. Ten kolega od roku jest z dziewczyną. Jednak wyraźnie do siebie nie pasują. Nie pasują?! To mało powiedziane. Ona codziennie chce się z nim widywać, nie pozwala mu wychodzić do znajomych czy czasem napić się piwa z kolegami. On jest osobą strasznie nerwową i wyraźnie ma już tego dość.
Ta dziewczyna próbowała się ze mną zaprzyjaźnić i oczywiście byłam jak najbardziej "za", aż do dnia dzisiejszego, kiedy to zostałam oskarżona o to, że chcę zepsuć ich związek. Zawsze, gdy się kłócili, przychodziła do mnie, płakała, ja ją pocieszałam i starałam się pomóc. Dawałam całą siebie, żeby im się tylko udało i żeby się godzili. Dzisiaj w nocy dostałam sms: "Podniósł na mnie rękę i uderzył!!!". Przeczytałam go dopiero rano, bo o 1 w nocy już spałam... strasznie się przestraszyłam, co takiego mogło się między nimi wydarzyć, że on byłby w stanie podnieść na nią rękę!
Poszłam do tego mojego kolegi i chciałam dowiedzieć się więcej, czy jej się nic nie stało itp. I powiedziałam mu, że dostałam takiego sms w nocy. A on do niej zadzwonił i sprzeklinał, że robi z niego damskiego boksera itp. Nagle, zadzwoniła do mnie i dostałam za swoje.... że wtrącam się w nie swoje sprawy, że po co do niego poszłam, że wszystko spieprzyłam między nimi i że to przeze mnie ich związek się rozpadł....
Błagam Was. Czy to ja jestem nienormalna w tym świecie, czy to świat dookoła mnie oszalał?! Chciałam dziewczynie pomóc, a ona z "gębą" na mnie... Strasznie się na niej zawiodłam. Przysięgam, że już nigdy nigdy NIGDY nie będę mieszać się w związki innych osób!