czwartek, 18 sierpnia 2011

tymczasowa żona

Witajcie, kochani. Długo się nie odzywałam, po pierwsze: bo nic ciekawego w ostatnim czasie się nie wydarzyło. po drugie: miałam nowy obowiązek - bycie "tymczasową żoną" dla mojego faceta :)

We wcześniejszym poście napisałam już, że przeprowadzam się chwilowo do mojego D. We wtorek moi teściowe wrócili, więc przenieśliśmy się do mnie. Gotuję obiadki, sprzątam, robię śniadanie do pracy. Ahhh... jak prawdziwa żona! I bardzo się cieszę, że mogę przebyć swego rodzaju staż w tej dziedzinie życia.

Doszłam do wniosku, że jednak jestem na to trochę za młoda :) Męczy mnie codzienne gotowanie, czekanie aż mąż wróci z pracy i te wszystkie fartuszki, garnki, rosołki, pierdołki. DOŚĆ! Nie żeby mój D. był strasznie wymagający, ale jest z zawodu kucharzem i naprawdę ciężko zadowolić jego podniebienie. Te dwa tygodnie bardzo dużo mnie nauczyło. Na chwilę obecną nie nadaję się na żonę. Narzeczoną może, ale nie żonę. Powiedziałam mu to, a on się śmiał, że muszę się wprawić. :)

Na szczęście jutro rodzice wracają z Włoch i oddaję im mieszkanie i obiadki! Niech zarządzają. Stanowczo lepiej się do tego nadają. A prawie 24/h z D. też trochę mnie wykończyło :P Nie żebym go nie kochała (bo kocham go bardzo!), ale bez przesady. :D

4 komentarze:

martika pisze...

Wybacz, że się mądrzę, ale bycie żoną nie polega na gotowaniu obiadków, sprzątaniu i czekaniu aż mąż wróci z pracy;P Nie te czasy;P

Nie wymagaj od siebie tego, żebyś już teraz czuła się gotowa. Małżeństwo to dorosłość, a dorosłość to też praca, rachunki, pęknięta rura w łazience itp.;) Większość 19-latek nie tego oczekuje na tym etapie życia - i bardzo dobrze - nie przyspieszaj młodości.

Serafinia pisze...

Moge smialo powiedziec ze ja rowniez bawilam sie niedawno w zone i meza. I musze przyznac ze bardzo mi sie to spodobalo. I teraz nie umie sie diczekac wspolnego mieszkania :d to bardzo fajna zyciowa lekcja i warto z takich okazji bycia caly czas razem korzystac.

zakochana :* pisze...

Ja wiem, że bycie żoną nie polega tylko na gotowaniu i sprzątaniu. Gdyby tak było chyba zawsze żyłabym "na kocią łapę".

To była raczej zabawa w małżeństwo, aniżeli prawdziwe życie. :)

Nana pisze...

Chętnie bym pomieszkała ze swoim TŻ teraz, chociaż na 2 tygodnie, to musi być ciekawe doświadczenie xd