Święta, święta i ... znów dieta. Czas powrócić do rzeczywistości. Spędziłam wspaniały czas z moją rodziną, przegadaliśmy długie godziny i wypiliśmy litry herbaty. Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy :)
Od stycznia znów wracam na swoją kochaną siłownię. Zdrowe odżywianie i codzienne ćwiczenia. Stęskniłam się za tym. Zauważyłam, że myślenie o jedzeniu stało się moją małą obsesją. Ciągle wydaję mi się, że gdy zjem coś "nadprogramowego" przytyję. Dobrze, ze mam dobrego MOTYWATORA w postaci mojego faceta. Cytat: "Moja kobieta powinna być szczupła" działa cuda. Naprawdę. Szkoda tylko, że czasem za bardzo biorę sobie jego słowa do siebie. Staram się, ale to nie moja wina, ze zrobienie sobie wspaniałej sylwetki to długie godziny treningów, które czasem nie dają natychmiastowych efektów.
Tymczasem Sylwester spędzam z moimi znajomymi z mieszkania i uczelni w Zamościu ;) Nigdy nie byłam w tamtych rejonach dlatego jest do dla mnie całkiem nowe doświadczenie! Niezmiernie się cieszę.
1 styczeń - dieta, dieta, dieta, dieta, dieta..........
niedziela, 29 grudnia 2013
wtorek, 17 grudnia 2013
"Pokolenie Borderline"
Zainspirowana artykułem "Pokolenie Borderline" z czasopisma "Sens" (wydanie grudniowe) postanowiłam napisać parę słów na temat tego zaburzenia osobowości. Skąd taki pomysł? Zauważyłam ostatnio u siebie niesamowite chwiejności nastrojów. Od kilku/kilkunastu dni wstaję rano ze łzami w oczach, nie mam siły się podnieść, nic mi się nie chcę. Najchętniej przykryłabym się kocem i leżała cały dzień w łóżku, a co najważniejsze: "Niech nikt nic do mnie nie mówi i niczego ode mnie nie chce!" Jednak, gdy już zdam sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała się ubrać i wyruszyć np. na uczelnię zaczynam się uśmiechać i cieszyć, że mam jakieś zajęcie i plany na nadchodzący dzień. Później znów dopada mnie chandra, ażeby podczas ćwiczeń na siłowni cieszyć się z każdego kolejnego "brzuszka". Oczywiście, do łóżka idę w złym humorze, że tak mało zrobiłam i zmarnowałam kolejny dzień.
Pozwolę sobie teraz zacytować fragment artykułu: " Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, preferencji. Uczucie wewnętrznej pustki. Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysu emocjonalnego. Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to, by nie zostać porzuconym (...) Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowych gratyfikacji. (...) "
Skądś znam ten fragment. Z własnego życia? Kiedyś byłam osobą pewną siebie, z konkretnym planem na przyszłość i celami, do których dążyłam. Teraz nie wiem jak będzie wyglądało moje życie za rok. Wydaję mi się, że chwilowo straciłam w ogóle nad tym kontrolę. Doczytałam w Internecie, że bardzo często na schorzenia typu Borderline zapadają osoby z tzw. "pokolenia T" czyli ci, którzy urodzili się podczas przemian ustrojowych. Mają obecnie 18-22 lata. Ja w lipcu kończę 22... Niekoniecznie te dwa fakty muszą być ze sobą powiązane. Może specjalnie szukam wytłumaczenia dla swoich często irracjonalnych zachowań. Sama nie wiem.
Na koniec umieszczę jeszcze jeden cytat z tego artykułu, który notabene gorąco polecam. Fragment nie jest związany z moim postem, ale niesamowicie mi się spodobał i długo nad nim debatowałam w swojej głowie: " Jesteśmy zakochani w ideale miłości, ale nie w niej samej. Wiemy, jak byśmy chcieli kochać i jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi" ...
Miłego wieczoru, kochani.
niedziela, 15 grudnia 2013
i po strachu
I praktyki już minęły. Bardzo szybko, niestety. Był to niesamowicie pouczający czas, który na pewno zostanie długo w mojej pamięci. Pani Barbara, nasza opiekunka praktyk, pokazała nam pracę całego Domu Pomocy Społecznej od podszewki. Pisałyśmy pisma sądowe (tzw. "sądówki"), odpowiedzi do Komorników oraz wiele, wiele innych rzeczy. Zaprzyjaźniłyśmy się również z poszczególnymi osobami, które zamieszkują Dom. Przytoczę te niektóre, ciekawsze (oczywiście zmienię imiona).
Karolina (lat 28)
Ostry przypadek schizofrenii. Osoba, która stanowiła zagrożenie dla mieszkańców Domu. Została przewieziona do Kobierzyna. Jej historia zaczyna się od tego, że czuła się gorsza od swojej młodszej siostry. Obie były pięknymi kobietami, które miały znaczne powodzenie u płci przeciwnej. Jednak rodzice faworyzowali tą młodszą z nich. Karolina uciekła z domu i "zaprzyjaźniła się" z krakowską społecznością bezdomnych.
Schizofrenia doprowadziła do tego, że zaczęła wyrywać sobie paznokcie i rąk i nóg, ponieważ widziała, że są brudne. Ostatnio goli sobie głowę maszynką aż do krwi. Samookaleczanie sprawia jej przyjemność. Gdy goli sobie nogi również kończy się ostrymi ranami.
Zaatakowała starszą kobietę - mieszkankę Domu - ponieważ brzydzi się starości. Nienawidzi osób starszych, ponieważ sama boi się ich boi.
Jest całkowicie ubezwłasnowolniona i Sąd stara się nałożyć na nią detencję, czyli dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Ela ( lat 50)
Również schizofrenia, urojeniowa. Za młodu urodziła synka. Wówczas rozpoczęła się jej "przygoda" z chorobą psychiczną. Mąż ją zostawił z dzieckiem. Ona rozumiejąc, że nie będzie w stanie go dobrze wychować, oddała mu maluszka i udała się na leczenie. Ojciec jednak nie potrafił tego odpowiednio wytłumaczyć i obecnie syn, który ma już swoją rodzinę i mieszka za granicą, nie che mieć żadnego kontaktu ze swoją matką.
Kobieta pisze do niego wiele listów, jednak nie uzyskuje żadnych odpowiedzi. Bardzo ją ten fakt przygnębia.
Katarzyna ( lat 27)
Problemy osobowościowe. Większość swojego życia spędziła jako prostytutka. Zaszła w ciążę w szpitalu psychiatrycznym, tam również poznała swojego męża. Po kryjomu pobrali się jednak małżeństwo zostało unieważnione z racji trudnej sytuacji psychicznej pary. Jednak dziecko się urodziło. Mężczyzna próbuje w Sądzie przejąć prawa rodzicielskie do dziecka (chociaż w rzeczywistości to nie on jest ojcem).
Obecnie Katarzyna znajduje się w Domu a jej opiekunem prawnym jest Pani Barbara.
Dowiedziałyśmy się, że często zdarza się, że pracownicy socjalni zostają opiekunami prawnymi mieszkańców, ponieważ nikt inny się na to nie "pisze". Jest to zobowiązanie do śmierci albo mieszkańca albo samego opiekuna prawnego. Odpowiedzialność niesamowita, ale skoro jest taka konieczność?
Przypadki są różne, najróżniejsze. Nie będę przytaczać wszystkich, bo nie starczyło by czasu. Tak jak wspomniałam wyżej, przeżycia niesamowite. Najlepsze praktyki na jakich mogłam być.
Pozdrawiam!!! ;*
Karolina (lat 28)
Ostry przypadek schizofrenii. Osoba, która stanowiła zagrożenie dla mieszkańców Domu. Została przewieziona do Kobierzyna. Jej historia zaczyna się od tego, że czuła się gorsza od swojej młodszej siostry. Obie były pięknymi kobietami, które miały znaczne powodzenie u płci przeciwnej. Jednak rodzice faworyzowali tą młodszą z nich. Karolina uciekła z domu i "zaprzyjaźniła się" z krakowską społecznością bezdomnych.
Schizofrenia doprowadziła do tego, że zaczęła wyrywać sobie paznokcie i rąk i nóg, ponieważ widziała, że są brudne. Ostatnio goli sobie głowę maszynką aż do krwi. Samookaleczanie sprawia jej przyjemność. Gdy goli sobie nogi również kończy się ostrymi ranami.
Zaatakowała starszą kobietę - mieszkankę Domu - ponieważ brzydzi się starości. Nienawidzi osób starszych, ponieważ sama boi się ich boi.
Jest całkowicie ubezwłasnowolniona i Sąd stara się nałożyć na nią detencję, czyli dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Ela ( lat 50)
Również schizofrenia, urojeniowa. Za młodu urodziła synka. Wówczas rozpoczęła się jej "przygoda" z chorobą psychiczną. Mąż ją zostawił z dzieckiem. Ona rozumiejąc, że nie będzie w stanie go dobrze wychować, oddała mu maluszka i udała się na leczenie. Ojciec jednak nie potrafił tego odpowiednio wytłumaczyć i obecnie syn, który ma już swoją rodzinę i mieszka za granicą, nie che mieć żadnego kontaktu ze swoją matką.
Kobieta pisze do niego wiele listów, jednak nie uzyskuje żadnych odpowiedzi. Bardzo ją ten fakt przygnębia.
Katarzyna ( lat 27)
Problemy osobowościowe. Większość swojego życia spędziła jako prostytutka. Zaszła w ciążę w szpitalu psychiatrycznym, tam również poznała swojego męża. Po kryjomu pobrali się jednak małżeństwo zostało unieważnione z racji trudnej sytuacji psychicznej pary. Jednak dziecko się urodziło. Mężczyzna próbuje w Sądzie przejąć prawa rodzicielskie do dziecka (chociaż w rzeczywistości to nie on jest ojcem).
Obecnie Katarzyna znajduje się w Domu a jej opiekunem prawnym jest Pani Barbara.
Dowiedziałyśmy się, że często zdarza się, że pracownicy socjalni zostają opiekunami prawnymi mieszkańców, ponieważ nikt inny się na to nie "pisze". Jest to zobowiązanie do śmierci albo mieszkańca albo samego opiekuna prawnego. Odpowiedzialność niesamowita, ale skoro jest taka konieczność?
Przypadki są różne, najróżniejsze. Nie będę przytaczać wszystkich, bo nie starczyło by czasu. Tak jak wspomniałam wyżej, przeżycia niesamowite. Najlepsze praktyki na jakich mogłam być.
Pozdrawiam!!! ;*
wtorek, 3 grudnia 2013
Skalpel - stypendium - praktyki ;)
Od 10 grudnia rozpoczynam praktyki (już ostatnie) w Domu Pomocy Społecznej dla osób psychicznie chorych. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy i moja startuje akurat w następny poniedziałek. Osoby, które już rozpoczęły mówią, że są tam naprawdę ciężkie przypadki.
Na szczęście my mamy praktykę jako pracownicy socjalni, a nie przykładowo psychologowie czy pielęgniarki. Są to już ostatnie praktyki i ostatni możliwy wpis do CV i zdobycie tzw. "kontaków" w instytucjach pomocy społecznej. Mam już doświadczenie w pracy z dziećmi z Domu Dziecka, w organizacji pozarządowej SIEMACHA oraz w krakowskim MOPSie. W niektórych placówkach nauczyłam się sporo, w innych nieco mniej. Zobaczymy, co będzie tym razem.
Tydzień temu doszła do mnie płytka Ewy Chodakowskiej "Skalpel - Wyzwanie". Jest to zupełnie nowy program ćwiczeń, który dość znacznie różni się od jej wcześniejszych propozycji. Wydaje się początkowo łatwy, ale jest bardzo dokładny i mimo wszystko, intensywny. Mięśnie dość mocno się trzęsą po takim treningu, co świadczy o sporym wysiłku ;) Z racji tego, że już trochę jestem wdrożona w treningi (REGULARNE!) jestem przyzwyczajona do wysiłku, lecz zakwasy na drugi dzień są. Stosuje ten trening zamiennie z ćwiczeniami z MEL B.
Przyjechałam na tydzień do domu, bo nie mam zajęć na uczelni dlatego odpuściłam na razie siłownie. Muszę nie wypaść z formy, więc koncentruję się na ćwiczeniach w domu. Wiem, że i tak później ciężko jest wrócić na siłownie, dlatego nie chcę sobie tego jeszcze bardziej utrudniać.
Kończę jedną bardzo pozytywną dla mnie wiadomością: udało mi się uzyskać stypendium rektora dla najlepszych studentów !!! Jestem niesamowicie szczęśliwa i dumna z siebie, ponieważ pierwszy raz będę dostawać pieniądze regularnie i nie będą to fundusze moich rodziców! ;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ;)
Na szczęście my mamy praktykę jako pracownicy socjalni, a nie przykładowo psychologowie czy pielęgniarki. Są to już ostatnie praktyki i ostatni możliwy wpis do CV i zdobycie tzw. "kontaków" w instytucjach pomocy społecznej. Mam już doświadczenie w pracy z dziećmi z Domu Dziecka, w organizacji pozarządowej SIEMACHA oraz w krakowskim MOPSie. W niektórych placówkach nauczyłam się sporo, w innych nieco mniej. Zobaczymy, co będzie tym razem.
Tydzień temu doszła do mnie płytka Ewy Chodakowskiej "Skalpel - Wyzwanie". Jest to zupełnie nowy program ćwiczeń, który dość znacznie różni się od jej wcześniejszych propozycji. Wydaje się początkowo łatwy, ale jest bardzo dokładny i mimo wszystko, intensywny. Mięśnie dość mocno się trzęsą po takim treningu, co świadczy o sporym wysiłku ;) Z racji tego, że już trochę jestem wdrożona w treningi (REGULARNE!) jestem przyzwyczajona do wysiłku, lecz zakwasy na drugi dzień są. Stosuje ten trening zamiennie z ćwiczeniami z MEL B.
Przyjechałam na tydzień do domu, bo nie mam zajęć na uczelni dlatego odpuściłam na razie siłownie. Muszę nie wypaść z formy, więc koncentruję się na ćwiczeniach w domu. Wiem, że i tak później ciężko jest wrócić na siłownie, dlatego nie chcę sobie tego jeszcze bardziej utrudniać.
Kończę jedną bardzo pozytywną dla mnie wiadomością: udało mi się uzyskać stypendium rektora dla najlepszych studentów !!! Jestem niesamowicie szczęśliwa i dumna z siebie, ponieważ pierwszy raz będę dostawać pieniądze regularnie i nie będą to fundusze moich rodziców! ;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ;)
niedziela, 24 listopada 2013
"Mamo, mamo! Kocham Cię!"
Byłam dzisiaj świadkiem niesamowitej sceny w tramwaju. Może dwuletnia dziewczynka siedziała w wózku, mama wraz z tatą byli na siedzeniach obok. Mała zainteresowana była kawałkiem gazety, który umiejętnie miętosiła w rączce. Po chwili krzyknęła na cały tramwaj: "Mamo, mamo! Kocham Cię, wiesz?" Owa mama uśmiechnęła się do swojej pociechy i aż oczy jej się zaświeciły. Cóż to musi być za niesamowite uczucie wiedzieć, ze stworzyło się taką małą istotkę, która kocha Cię z całego serca i dla której jesteś całym światem.
Mamy swoich rodziców, których na co dzień nie doceniamy. Nie zauważamy, że bez nich życie byłoby jakieś 200% trudniejsze, bardziej wymagające... Na co dzień nie doceniamy w ogóle nic, co zostało nam dane. Natomiast, gdy już tego nie ma, zdajemy sobie sprawę jakie to było cenne. Jaki ten ktoś był ważny.
Nie wiem dlaczego wzięło mnie na takie sentymenty. Może to ta jesienna pogoda z oknem, może ta dzisiejsza sytuacja w tramwaju.
Chyba obudził się we mnie instynkt macierzyński. Chyba najwyższy czas. Gdy pomyślę, że mama w moim wieku miała już brzuszek ciążowy... W dzisiejszym świecie wszystko się poprzestawiało. Kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko średnio po 29 urodzinach. Czy to jest normalne? Ale kiedy mamy znaleźć czas na rodzenie tych dzieci? Najpierw studia, nauka... Później trzeba znaleźć pracę (cud jeśli w ogóle się ją znajdzie). Następnie jest czas na karierę zawodową i budowanie swojej "pozycji". To trochę trwa. A później budzimy się, że nie mamy ani bliskiej osoby przy boku, ani planów odnośnie zakładania rodziny a do najmłodszych też już się nie należy. I co wtedy?
Wydaję mi się, że w dzisiejszym świecie poprzestawiały nam się priorytety oraz system ogólnie przyjętych wartości. Na pierwszym miejscu jest pieniądz, dopiero później rodzina. Ale czy bez pieniądza jest sens zakładania rodziny? Jest to swoisty ciąg przyczynowo-skutkowy. Mamy pieniądze (harujemy całymi dniami nie mając czasu na NIC!), nie mamy czasu na rodzinę. Mamy czas, wówczas z pieniędzmi jest słabo, albo na dzieci jest już za późno. Taki ten świat skomplikowany.
Najważniejsze, żeby zdać sobie sprawę z tego, że życie nam ucieka... I z niektórymi rzeczami nie możemy czekać na ostatnią chwilę. Nie mówię, że teraz pragnęłabym zostać mamą, bo jestem zbyt mało dojrzała (może nawet w ogóle.... ?), ale chciałabym przytulić kogoś, kto będzie całkowicie mój (i mojego partnera/męża). Kogoś dla kogo się żyje, pracuje, poświęca każdą minutę. Kogoś kogo się ślicznie ubiera, czesze... <3
Koniec wywodu na temat macierzyństwa. Agnieszka, dość! ;)
Mamy swoich rodziców, których na co dzień nie doceniamy. Nie zauważamy, że bez nich życie byłoby jakieś 200% trudniejsze, bardziej wymagające... Na co dzień nie doceniamy w ogóle nic, co zostało nam dane. Natomiast, gdy już tego nie ma, zdajemy sobie sprawę jakie to było cenne. Jaki ten ktoś był ważny.
Nie wiem dlaczego wzięło mnie na takie sentymenty. Może to ta jesienna pogoda z oknem, może ta dzisiejsza sytuacja w tramwaju.
Chyba obudził się we mnie instynkt macierzyński. Chyba najwyższy czas. Gdy pomyślę, że mama w moim wieku miała już brzuszek ciążowy... W dzisiejszym świecie wszystko się poprzestawiało. Kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko średnio po 29 urodzinach. Czy to jest normalne? Ale kiedy mamy znaleźć czas na rodzenie tych dzieci? Najpierw studia, nauka... Później trzeba znaleźć pracę (cud jeśli w ogóle się ją znajdzie). Następnie jest czas na karierę zawodową i budowanie swojej "pozycji". To trochę trwa. A później budzimy się, że nie mamy ani bliskiej osoby przy boku, ani planów odnośnie zakładania rodziny a do najmłodszych też już się nie należy. I co wtedy?
Wydaję mi się, że w dzisiejszym świecie poprzestawiały nam się priorytety oraz system ogólnie przyjętych wartości. Na pierwszym miejscu jest pieniądz, dopiero później rodzina. Ale czy bez pieniądza jest sens zakładania rodziny? Jest to swoisty ciąg przyczynowo-skutkowy. Mamy pieniądze (harujemy całymi dniami nie mając czasu na NIC!), nie mamy czasu na rodzinę. Mamy czas, wówczas z pieniędzmi jest słabo, albo na dzieci jest już za późno. Taki ten świat skomplikowany.
Najważniejsze, żeby zdać sobie sprawę z tego, że życie nam ucieka... I z niektórymi rzeczami nie możemy czekać na ostatnią chwilę. Nie mówię, że teraz pragnęłabym zostać mamą, bo jestem zbyt mało dojrzała (może nawet w ogóle.... ?), ale chciałabym przytulić kogoś, kto będzie całkowicie mój (i mojego partnera/męża). Kogoś dla kogo się żyje, pracuje, poświęca każdą minutę. Kogoś kogo się ślicznie ubiera, czesze... <3
Koniec wywodu na temat macierzyństwa. Agnieszka, dość! ;)
piątek, 15 listopada 2013
Kolejny miesiąc, kolejne cele
Niedawno skończył mi się karnet na siłownię i zajęcia fitness w klubie Platinum. W niedziele wykupię nowy, ponieważ bardzo mi się podobało. Przez ten miesiąc chodziłam na różne ćwiczenia grupowe, m. in. Brzuchomania (intensywne ćwiczenia na brzuch dzięki, którym w końcu zaczynają pojawiać się zarysy mięśni brzucha! ), ATB ( "ogolnorozwojowe" ćwiczenia kształtujące sylwetkę), STEP (zajęcia, które chyba najbardziej mi się podobają, ponieważ ćwiczą nie tylko mięśnie i poprawiają kondycję, ale również pracują nad moją pamięcią, aby ogarnąć te wszystkie choreografię). Co tydzień zmieniam zajęcia, żeby przypadkiem któreś mi się nie znudziły.
W niedziele zapisałam się również na ZUMBĘ. Nigdy nie byłam, ale słyszałam o niej same pozytywne rzeczy.
Dzisiaj zamówiłam sobie również nową płytkę Ewy Chodakowskiej "Skalpel - wyzwanie". Jest to kolejna seria. Do tej pory nie ćwiczyłam z Ewką regularnie, tylko dlatego, że wolałam zdecydowanie MEL B. Ale odkąd zapisałam się do jej fanpage'u na Facebook'u i zobaczyłam te wszystkie listy i zdjęcia kobiet, które przeszly metamorfozę, postanowiłam że też spróbuję. Zrobię sobie zdjęcie przed miesiącem ćwiczeń z Ewą i po. Efekty wstawię może nawet tutaj ;) Zależy czy będą znaczne.
A co do diety... cóż. Na pewno pozostawia wiele do życzenia, ale nie jest aż tak źle. ;) Oczywiście, będzie lepiej!
W niedziele zapisałam się również na ZUMBĘ. Nigdy nie byłam, ale słyszałam o niej same pozytywne rzeczy.
Dzisiaj zamówiłam sobie również nową płytkę Ewy Chodakowskiej "Skalpel - wyzwanie". Jest to kolejna seria. Do tej pory nie ćwiczyłam z Ewką regularnie, tylko dlatego, że wolałam zdecydowanie MEL B. Ale odkąd zapisałam się do jej fanpage'u na Facebook'u i zobaczyłam te wszystkie listy i zdjęcia kobiet, które przeszly metamorfozę, postanowiłam że też spróbuję. Zrobię sobie zdjęcie przed miesiącem ćwiczeń z Ewą i po. Efekty wstawię może nawet tutaj ;) Zależy czy będą znaczne.
A co do diety... cóż. Na pewno pozostawia wiele do życzenia, ale nie jest aż tak źle. ;) Oczywiście, będzie lepiej!
poniedziałek, 11 listopada 2013
Życie jest jak teatr
Życie jest jak teatr, w którym każdy z nas ma do odegrania swoje osobiste role. Tylko od nas, tak naprawdę, zależy jak nasze losy się potoczą. Dla niektórych najważniejszą życiową rolą będzie realizowanie się jako prezes wielkiej korporacji, a dla innych bycie dobrą matką czy też ojcem. Dlaczego pojawiły się w mojej głowie takie przemyślenia? Z powodu pisania pracy licencjackiej na temat "funkcjonowania w roli kobiety we współczesnym świecie".
Leżę sobie teraz pod kocem, rozpaliłam sobie w swoim pokoju świeczki i zastanawiam się nad tym jakie role mi zostały przypisane w życiu. Na chwilę obecną jestem córką, studentką, dziewczyną. Czy poradzę sobie, gdy pojawi się również rola żony i matki? Czy każdy nadaje się do pełnienia takich ról?
Życie kobiety we współczesnym świecie jest niezwykle stresujące. Potencjalnie jeszcze tego nie wiem (bo właśnie to mam udowodnić lub obalić w swojej pracy licencjackiej), ale według mnie jest to szczera prawda. Niedość, że muszą pracować, czasem dokształcać się to w dodatku nierzadko są matkami dwójki czy trójki dzieci, żoną zapracowanego faceta oraz córką starzejących się rodziców.
Jak to wszystko pogodzić? Gdzie znaleźć sposób na pogodzenie tych funkcji jednocześnie?
Życie jest jak teatr.
Leżę sobie teraz pod kocem, rozpaliłam sobie w swoim pokoju świeczki i zastanawiam się nad tym jakie role mi zostały przypisane w życiu. Na chwilę obecną jestem córką, studentką, dziewczyną. Czy poradzę sobie, gdy pojawi się również rola żony i matki? Czy każdy nadaje się do pełnienia takich ról?
Życie kobiety we współczesnym świecie jest niezwykle stresujące. Potencjalnie jeszcze tego nie wiem (bo właśnie to mam udowodnić lub obalić w swojej pracy licencjackiej), ale według mnie jest to szczera prawda. Niedość, że muszą pracować, czasem dokształcać się to w dodatku nierzadko są matkami dwójki czy trójki dzieci, żoną zapracowanego faceta oraz córką starzejących się rodziców.
Jak to wszystko pogodzić? Gdzie znaleźć sposób na pogodzenie tych funkcji jednocześnie?
Życie jest jak teatr.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
