Zainspirowana artykułem "Pokolenie Borderline" z czasopisma "Sens" (wydanie grudniowe) postanowiłam napisać parę słów na temat tego zaburzenia osobowości. Skąd taki pomysł? Zauważyłam ostatnio u siebie niesamowite chwiejności nastrojów. Od kilku/kilkunastu dni wstaję rano ze łzami w oczach, nie mam siły się podnieść, nic mi się nie chcę. Najchętniej przykryłabym się kocem i leżała cały dzień w łóżku, a co najważniejsze: "Niech nikt nic do mnie nie mówi i niczego ode mnie nie chce!" Jednak, gdy już zdam sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała się ubrać i wyruszyć np. na uczelnię zaczynam się uśmiechać i cieszyć, że mam jakieś zajęcie i plany na nadchodzący dzień. Później znów dopada mnie chandra, ażeby podczas ćwiczeń na siłowni cieszyć się z każdego kolejnego "brzuszka". Oczywiście, do łóżka idę w złym humorze, że tak mało zrobiłam i zmarnowałam kolejny dzień.
Pozwolę sobie teraz zacytować fragment artykułu: " Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, preferencji. Uczucie wewnętrznej pustki. Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysu emocjonalnego. Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to, by nie zostać porzuconym (...) Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowych gratyfikacji. (...) "
Skądś znam ten fragment. Z własnego życia? Kiedyś byłam osobą pewną siebie, z konkretnym planem na przyszłość i celami, do których dążyłam. Teraz nie wiem jak będzie wyglądało moje życie za rok. Wydaję mi się, że chwilowo straciłam w ogóle nad tym kontrolę. Doczytałam w Internecie, że bardzo często na schorzenia typu Borderline zapadają osoby z tzw. "pokolenia T" czyli ci, którzy urodzili się podczas przemian ustrojowych. Mają obecnie 18-22 lata. Ja w lipcu kończę 22... Niekoniecznie te dwa fakty muszą być ze sobą powiązane. Może specjalnie szukam wytłumaczenia dla swoich często irracjonalnych zachowań. Sama nie wiem.
Na koniec umieszczę jeszcze jeden cytat z tego artykułu, który notabene gorąco polecam. Fragment nie jest związany z moim postem, ale niesamowicie mi się spodobał i długo nad nim debatowałam w swojej głowie: " Jesteśmy zakochani w ideale miłości, ale nie w niej samej. Wiemy, jak byśmy chcieli kochać i jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi" ...
Miłego wieczoru, kochani.
